piątek, 18 stycznia 2013

Na karnawał : "Kochanie, zabiłam nasze koty"

...drzazga mojej wyobraźni
czasem zapala się od słowa...

                                                                             Halina Poświatowska


Moja choroba jak motyl usiadła niepostrzeżenie na ramieniu Pana Tau.
Jednak to nie koniec planu lotu bezszelestnego gościa.
Nie wiadomo kiedy odnajdujemy go na rozognionym czole Lampeduzianki, pod jej nosem.
I wszystko zaczyna się od nowa.  Zamiast śniegu na dłoni, jest kreda i tablica pod ręką.





Szukałam ostatnio opowieści, której nie porzucę w trakcie czytania.
Brak czasu wzmaga mój bieg ku stronom zapełnionym takimi słowami, które zawrócą mi w głowie.
Bo słowami chcę się upajać, z nimi tańczyć, tasować je, rozkładać przed sobą, wyciągać ponownie najlepsze kąski, łez nie żałować, a i zaśmiewać się aż po echo u sąsiada.

Przeczytane jeszcze jesienią... .
Pozycja biblioteczna - zaczytana i własna - nowa, nietknięta przede mną.
Mężczyzna - jeden z najwybitniejszych, uhonorowany najwyżej literacko i kobieta młoda z niewielkim bagażem, choć także z nagrodą skrzydlatą.

Nietuzinkowi bohaterowie odnalezieni na kartach powieści noblisty Mario Vargas Llosy Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki. I o dziwo nie ona -kobieta najważniejsza, a Ricardo Somocurcio i jego przyjaźnie na tle historyczno - kulturalnym. Przemierzałam z bohaterem szukającym swojego miejsca Paryż, Londyn, Tokio, Aleksandrię... . Był uśmiech i łzy i zadziwienia, było niebanalnie i mądrze.


Oto jeden z przyjaciół, bohater, którego chciałabym poznać i z pewnością znalazłabym go w tłumie:
Salomon Toledano chełpił się znajomością dwunastu języków i umiejętnością tłumaczenia ich wszystkich w obie strony. Był to człowieczek niziutki i chudziutki, tonący w workowatych garniturach, które, można by rzec, kupował sobie umyślnie za duże, żeby na nim wisiały, o oczach żółwia, nieumiejących wybrać pomiędzy jawą a snem. Miał rzednące włosy, golił się co drugi lub trzeci dzień, tak, ze zawsze chodził z ciemną smugą na brodzie, z która wyglądał jak niedomyty. Nikt kto na niego patrzył, na takiego łachmytę, na takie nic, nie uwierzyłby w jego niewiarygodny talent do języków 
i bajeczną zdolność tłumaczenia.[...] Był nie tylko najlepszym tłumaczem słowa żywego, jakiego poznałem przez te wszystkie lata, gdy wykonywałem " zawód cienia" - tak go nazywał - lecz również najbardziej oryginalnym.
Wszyscy podziwiali go i mu zazdrościli, lecz mało który z kolegów go lubił. Przytłaczała ich jego gadatliwość, brak taktu, dziecinady i zachłanność z jaką zawłaszczał każdą konwersację. Wysławiał się swobodnie, lecz niekiedy prostacko, ponieważ choć miał w małym palcu słownictwo ogólne tego tuzina języków, nie znał odcieni, rejestrów, idiomów i zwyczajów lokalnych, co często nadawało jego wypowiedziom charakter prymitywny, bądź grubiański.[...] Mnie fascynowała jego osobowość zdziecinniałego geniusza, a jako, że potrafiłem go słuchać godzinami, nabrał do mnie szacunku 
i sympatii.

Polecam także ze względu na samą historię, z której nie chce się wychodzić, którą można przeżywać
w nieskończoność w ramionach: państw, miast, rewolucji,  przyjaciół, kobiet - a właściwie tej jedynej, najważniejszej - choćby tylko przez moment, w ułamkach życia.
A jak podsumowuje opowieść Ricarda jedna z bohaterek powieści?:
 - Wiesz, że to cudowna historia miłosna?! - wykrzyknęła Elena, patrząc na mnie ze zdumieniem. 
[...] za niegrzeczną dziewczynkę, za tę fantastyczną kobietę! - wzniosła toast Elena. - Jakie moje życie było nudne, Boże jedyny!

Druga książka to najlepsza zabawa pod słońcem - Kochanie, zabiłam nasze koty Doroty Masłowskiej.
W korowodzie słów drwiących, iskrzących, ponadprzeciętnych,
odnajduję czas największej przyjemności.
Czytam fragmenty na głos Panu Tau z dreszczem uśmiechu przebiegającym po plecach
i bawię się wybornie - podwójnie. Zakreśliłam mnóstwo cytatów, które raz po raz wycinam wzrokiem
i przyklejam to tu, to tam zdobiąc ściany dnia lub nocy. Karnawał w pełni!


O przyjaciółkach - strzał w dziesiątkę:
Zupełnie inaczej niż mężczyźni, ci rozmiłowani w rozgrywkach , konkursach, we wszelkiego typu "ja mam bardziej" wojownicy, kobiety uwielbiają uciąć sobie partyjkę w "mam tak samo".
Wpadłszy na siebie, dniami i nocami potrafią rozprawiać i zapewniać się w bliźniaczym podobieństwie doświadczeń i przeżyć; nawet ich fizjologia gustuje w siostrzyńskich przymierzach, synchronizując im cykle miesięczne. Wtedy popijają smakowe kawki i dziwują się w nieskończoność cudownej paralelności swoich traum, gustów kinowych i ulubionych jedzeń; chcą podzielić sprawiedliwie między siebie swoje klęski, swoje triumfy, swoje spirale. ,,Jeśli mnie lubisz, masz tak samo" — deklarują sobie w tej niemej przysiędze dozgonnej empatio-symetrii. Naciągają fakty, adiustują detale, przemilczają różnice, przycinają wspomnienia, mówią jednym językiem, by po paru tygodniach preparowania wszelkich dowodów na swoją bliźniaczość same w nią uwierzyć.
We dwie raźniej !
Ale niech raz która kiedyś powie: ,,mam zupełnie inaczej" albo „ ja to nie lubię koziego sera". Niech podniesie rękę na tę słodką symbiozę idylliczną, pachnącą pudrem i gumą Orbit programową jedność. Przerwie korowód empatii, odedrze od siebie siostrę syjamską jak nieważny kupon. Niech któraś nagle wyjdzie za mąż, a druga zostanie panną, niech jedna zacznie głosować na ugrupowanie prawicowe, choć druga deklaruje liberalizm, ta misterna, lecz chwiejna konstrukcja wpada w złowrogi dygot, by często w ciągu paru chwil złożyć się jak domek z kart, jedno szczęście, że nikt 
w nim nigdy nie mieszkał.

I jeszcze bohater:
[...] sprzedawca ze sklepu z armaturą, podobno absolwent hungarystyki, niemogący znaleźć pracy 
w zawodzie [...] Typ wychudłego, wiecznie zaplątanego w pajęczynie własnych kończyn gościa, 
w dodatku z małą błyszczącą łysinką, którą obsesyjnie krył pod szczwanymi zaczeskami. 
Łysinka zaś wbrew staraniom, niesforna i ciekawska, na swój sposób inteligentna, raz po raz wychyla się jak żądne wrażeń jajo spośród puszystego choć rzadkiego sianka włosów, rzucając na prawo 
i lewo pogodne bliki.


19 komentarzy:

  1. DUZO zdrowka dla Pana Tau!
    widze,ze nie tylko moj dwulatek bawi sie w Picasso :)
    wypatrzylam jeszcze piekny motylkowy pierscionek u
    Lampeduzianki :)
    a ksiazki zapisalam juz na liscie "koniecznie przecztaj" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rysowanie obok układanek to jest to, co lubi najbardziej!
      Motylki rzeczywiście jak pierścionek, choć nim nie są;)

      Usuń
  2. Ten fragment, co go z "kotów" cytujesz - ulubiony. Ale od syren to jednak dostałam bolesnych dreszczy ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syreny sprawiły, że otwierałam szerzej oczy i refleksji mnóstwo!

      Usuń
  3. :), skoro Cię wciągnęły i wywarły wrażenie, czas przetestować na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A naisałabyś do szafy recenzję wybranej książki? Polskiego pisarza najchętniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawstydziłaś mnie tą propozycją - dziękuję:)
      Recenzje - raczej nie czuję się na siłach - za dużo siebie, za mało konkretów - tak bym określiła mój warsztat;)

      Usuń
  5. aaa i zdrówka dla rodziny :) i dla Ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy cytat smakowity, muszę przeczytać więcej - uwielbiam takie postacie!

    Do Masłowskiej może i zrobię trzecie podejście, dwie pierwsze jej książki w ogóle do mnie nie trafiły, a zmuszać się nie będę. Ale może te "Koty" będą inne, bo i człowiek się zmienia. Zobaczymy;)

    Lampecośtam ma świetne wąsy na warkoczykach;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może odnajdziecie się w końcu z Masłowską, ale nic na siłę.
      Rzeczywiście to szablonowe wąsy!

      Usuń
  7. Świetny blog :))
    Ciekawy post ;] Podoba mi się !!!
    Życzę miłego weekendu.

    Zapraszam również do mnie :)
    I na moją stronę https://www.facebook.com/pages/In-another-light/413836138693856
    Za polubienie byłabym ogromnie wdzięczna !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny - zajrzę do Ciebie:)

      Usuń
  8. no widzisz! Nie czytałam ani jednej, ani drugiej, choć o pierwszej słyszałam sporo.
    A Masłowskiej jestem ciekawa, bo podobno zupełnie inna niż wcześniej :)
    Udanego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam - otwórz, czytaj i zatrać się:)

      Usuń
  9. cieszę się że wpadłaś do mnie, bo dzięki temu mogę zacząć Cię podczytywać! :) u mnie jedna i druga pozycja stoją i czekają dzielnie na swoją kolej! a teraz zaczytuję się w Sadze Pólnocnej Chrezińskiej - polecam jeśli jeszcze nie czytałaś!
    pozdrawiam wieczorowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotarłam do fragmentu książki, o której napisałaś i ten język już mnie uwodzi:)

      Usuń
  10. Zdaje się więc, że mam szczęście do Przyjaciół swych, gdzie wszelkie różnice są niebanalnie nakreślone, a pomimo to ... bliskość jest i może właśnie dlatego bardziej się ceni takie Przyjaźnie, gdzie się jest z kim nie tyle z powodów tego, co łączy, lecz właśnie dlatego ile nas dzieli, a zawsze można wzajemnie na siebie liczyć.
    Moje życie bez takich Przyjaciół marne by było.

    Serdecznie pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebanalnie nakreślone różnice, bliskość i to, że można na siebie liczyć - definicja przyjaźni.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...