wtorek, 8 listopada 2016

"[...] człowiek musi [...] dać się wytarmosić, zamiast spokojnie pić cappuccino". Maciej Stuhr i Szczepan Twardoch - najwrażliwiej.



Jeszcze drobny czas do wykorzystania, jak monety dźwięczące w portfelu.
Wiem, że nie wydam go na wielkie przedsięwzięcia. Raczej na moje małe - wielkie chwile z Casablanką i Leo.
Pomiędzy włożę jazdy z instruktorem, który nosi imię mojego syna!!!, słowa z książek ukradkiem nadgryzane, jak kanapka w pośpiechu.
W Wysokich Obcasach artykuł, może dwa, wzrokiem ogarnę, co mi w duszy zamiesza.
Jeszcze trening - ten endorfinowy - z instruktorką prawie wszystkich Polek, co mi kilogramy pociążowe wymazał jak gumką.
Nad warzywami się pochylę, by dyniową z imbirem i mlekiem kokosowym ogrzać duszę.
Może Trójkę z sentymentu włączę i zatęsknię za Michałem Nogasiem.
A ostatnią płytą Moniki Brodki podciągnę sobie nastrój do samego nieba.
25 listopada wracam do pracy.


Maciej Stuhr w wywiadzie udzielonym Hannie Halek dla Zwierciadła urzeka:

o dziadku, który mówił do niego "chłopino" i z którym to nie na ryby a w szachy... pokolenie mojego dziadka Tadeusza na przykład dostawało, mam wrażenie, większy ładunek wiedzy podstawowej, zwłaszcza humanistycznej, oczytania, ogólnej wiedzy z historii, geografii, o świecie. I była to wiedza trwała. Jak to się działo w czasach, gdy byliśmy pod różnymi zaborami i ministrami oświaty, tacy rozproszeni, porozbijani na mniejszości? Nie wiem, ale to jest właśnie to pokolenie: Władysław Bartoszewski, Jerzy Turowicz, Karol Wojtyła, przedwojenne matuzalemy z imponującą wiedzą.  

o woreczku z odliczonymi ziarnami przypraw wrzucanym do świątecznego bigosu

o niepokojącej sile większości : która zawsze rodzi jakieś lenistwo, zaniechanie, zrzucenie z siebie odpowiedzialności. A to z kolei sprawia, że gdzieś nam ucieka samodzielne myślenie.

o rozczarowującym obieraniu ziemniaków, który stanowi dość smutny widok: w domu jestem spokojny i czasem smętny wręcz. Duża część ludzi jest przekonana, że taki on jak ja przychodzi do domu i tak śmiesznie obiera ziemniaki, ale to tak strasznie śmiesznie, że ta żona siedzi na kanapie i nie nadąża z ocieraniem łez ze śmiechu i tak codziennie.

o codziennej walce z egocentryzmem: ostatnio znajoma mojej żony powiedziała na przykład , że na plakacie jestem taki przystojny, że ona nie może przez to po nocach spać. I co? W takich chwilach diabeł megalomanii budzi się natychmiast i człowiek musi mu dać się wytarmosić, zamiast spokojnie pić cappuccino.

o tym, co buduje Macieja Stuhra człowieka : spotkanie z drugim człowiekiem, każda przeczytana książka, wiedza, doświadczenie. I porażka - ważniejsza niż sukces, bo z porażek mamy szansę zbudować mocniejszy dom, zamiast szukać schronienia w przypadkowych miejscach.

Ostatnio ponownie został ojcem (po 16 latach), w związku z tym pojawił się w Zwierciadle  nowy cykl felietonów TataTadzika, w którym cały wachlarz emocji  -  od śmiechu do wzruszeń:

Mała główka, tułów, nóżki, rączki. O Boże!Paluszki! Nie policzyłem paluszków! Cztery. Cztery?Jak to?! A są tu jeszcze dwa. Czyli sześć?Nie, ten się chyba z powrotem zawinął. O matko! Nie, nie Ty, matko Tadzika, bohaterko moja!Ty sobie śpij, odpocznij, zbierz ponownie siły. Matkę moją metafizycznie wzywam, bom myślał, że czteropalczaste dziecko powiliśmy. To znaczy sześcio-. To znaczy... Śpij, wszystko będzie dobrze!

Najbardziej lubię położyć się obok niego. Jak pies. I jak pies swojego szczeniaka wąchać, doglądać, utulić łapą. No więc leżę, wącham, doglądam. Oto człowiek. Człowiek bez przeszłości. Człowiek o którym nie da się nic powiedzieć. 

Inny mężczyzna mówi tak:
(…) Mój syn leży, ma szeroko otwarte granatowe oczy, którymi patrzy, chociaż podobno nic nie widzi. Małymi dłońmi przesuwa sobie świat przed nosem, zwiera i rozwiera palce cienkie jak u żaby. Stoję nad nim, a on mnie nie dostrzega, i wydaje mi się, że w jego niedojrzałym mózgu kryje się jakaś tajemnica.
(...) Wiem nawet, dlaczego nie umie jeszcze mówić – musi najpierw zapomnieć to, co wie, bo to rzeczy zbyt wielkie dla słów. Dlatego tylko ślepo patrzy, przesuwa maleńkimi dłońmi świat, rozwiera i zaciska palce, wygina dłonie jak hinduska tancerka.
Musi wszystko zapomnieć, zanim wypowie pierwsze słowo, zanim przejdzie tę pierwszą inicjację, najboleśniejszą ze wszystkich – próg świadomości własnego istnienia. Potem będzie mozolnie, jak my wszyscy, odsłaniać prawdę, ściągać zasłonę z tego, co od zawsze tkwi w jego duszy (…) 

Ale na razie wie wszystko. W swoim maleńkim, wątłym istnieniu jest oświecony, mój mały bodhi w czapeczce z tygrysem. *



* Szczepan Twardoch, Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015

I zachwycam się tymi męskimi słowami dwóch wrażliwców, inteligentów i uśmiecham się do nich, bo trafiają w sedno, bo czują jakby mocniej i potrafią o tym mówić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...