poniedziałek, 14 stycznia 2013

"Kto chciałby poczytać mi wiersz przy oknie, o zmierzchu?"

Język bada ostrożnie wypukłości liter
wnika w szczeliny pomiędzy zgłoskami
niektóre laski zapisanych słów
są jak pnie baobabu
tu można mieszkać
w tym się można skryć
w upatrzonej niszy w szparce
pod korą znaków upychać
niewidzialnego gołym okiem
złote pierścienie
słoje
uchodzącego czasu. 

                                                  Urszula Kozioł

W Nowy Rok weszłyśmy z chorobą.
Lampeduzianka oskrzelowo walczyła, a ja trwałam podtrzymując wszelkie zachwiania.
Trudny czas i pierwsze Malutkiej niedomaganie.
Dziś już w pełni weszłam na feriową ścieżkę, na którą sypnęło nieco śniegiem, ale nie dla mnie ten  saneczkowy czas z córeczką.  Mama chola i ma kaszelek - jak to podsumowuje Lampeduza.



Temperatura mąci mi w ciele.
Domowe pielesze łagodzą jego nieobyczajność, a ja wnikam w szczeliny pomiędzy zgłoskami
Urszuli Kozioł - poetki, która w poprzednich Wysokich Obcasach w artykule Rozgardiasz szpargałów
tak wzruszająco opowiadała siebie.
Niektóre laski jej zapisanych słów są jak pnie baobabu, wchodzę ostrożnie do środka, rozglądam się i już wiem, że tu można mieszkać, w tym się można skryć.

Gdy wraca do osób, miejsc, relacji:
Mieliśmy taki klub, w bardzo ładnym pałacyku. Był tam teatr lalek, była knajpa i spotkania autorskie. Słuchaliśmy jazzu i dużo piliśmy, bo w tych latach w ogóle dużo się piło [...]  Nikt się nie bawił trawką, marihuaną. Piło się, i ćmiło mnóstwo papierosów. To były niekończące się spotkania. Drzwi się nie zamykały, bo ciągle ktoś wchodził i miał coś ciekawego do powiedzenia [...] To był czas pięknych przyjaźni.
  
Głośne czytanie i Leśmian - odnalazłam coś wspólnego:

Z Felkiem (mężem) czytaliśmy sobie nie tylko przekłady, ale i własne wiersze. Często pisaliśmy razem, znaczy równocześnie. W końcu zdarzało się, że zabierałam jego kartki i nie wiedziałam potem, który wiersz jest jego, a który mój [... ] Dla mnie to było coś oczywistego, to głośne czytanie wierszy, bo i w moim domu rodzinnym czytało się głośno. Moi rodzice, nauczyciele, byli zwariowani na punkcie recytacji, więc od najwcześniejszych lat byłam osłuchana z poezją. Mama kochała Leśmiana i ja przejęłam od niej tę miłość, i nie mogłam uwierzyć, chodząc po Zamościu, że chodzę po tych samych kamieniach, co on. Wchłonęła mnie całkiem jego metafizyka, lecz i jego erotyzm. I cudactwo języka.

Z Panem Tau też lubimy poczytać sobie wzajemnie - ja wierszuję, on prozuje, bądź prasuje (tu: czytanie wycinków prasowych), a dla Lampeduzianki  recytujemy duszą całą z przebogatą mimiką. Podsłuchuję niekiedy, gdy tatuś czyta córeczce barwą tak wysoką, że ta zaśmiewa się wniebogłosy. Dziecko czyni z nas najlepszych recytatorów pod słońcem!



Jest i o samym tworzeniu:
Są też wiersze, które piszesz przez całe życie. Od kiedy istniejesz, coś się krystalizuje, supła 
i wytwarza, aż przychodzi chwila, kiedy musisz natychmiast przekładać na język to, co było bezsłowne, ledwo przeczute, w domysłach. Próbujesz się do tego przymierzyć, a przekaz jest, ale i nie jest, uchyla się. Lecz jeśli go teraz nie złapiesz, to jutro nie będzie już taki jak dziś, będzie inny. 
I niesamowite jest, że mieścisz się na małej karteczce, a między wierszami tego drobiazgu jest tyle sensów, że prawie nigdy ich nie wyczerpiesz.

Ocalone skupienie. Tak przynajmniej jest w wierszach, które ja uważam za wiersze.[...]
Wiersz, jakim ja go rozumiem, musi być nośnikiem skupienia. Przenosisz w nim tajemnicę, jak kiedy przechodzisz przez rzekę, trzymając nad głową coś cennego, co musisz donieść na tamtą stronę.

Urzekło mnie porównanie o przenoszeniu skarbu nad głową.
Czytelnik stoi po drugiej stronie i wyciąga dłonie po ten skarb, a co z nim zrobi?
Doceni, choć może nie zawsze wszystko pojmie od razu.
Do tego również potrzeba skupienia, czasu, siebie... . 

To coś cennego odnalazłam także w książeczce zakupionej dla Lampeduzianki,
dla siebie: Dźwięki kolorów Jimiego Liao. 
Dziś dwie ilustracje słowami zdobne, a może słowa wzbogacone ilustracjami-
dla mnie jedno i drugie - zależnie od tego, czego szukam.
Niedługo o niej opowiem.
I jeszcze jeden nośnik skupienia wspomnianej poetki:

Przelotnie
To było Nic.
co weszło na chwilę pomiędzy nas
niewidzialne lecz rozedrgane weszło
i zaczaiło się.
Cóż to za Nic.
Niby go nie ma a jest
i już
od ramienia do ramienia urasta obwód
i już płata nam coś korci i plącze.
Zerkam a ty
dorysowujesz mu skrzydło
Zerkasz –
to ja też mu skrzydło przyprawiam
a to - mig mig –
i odfrunęło.
Odfrunęło Nic z naszymi skrzydłami
i zaraz nam czegoś zabrakło.
                                                         Urszula Kozioł




14 komentarzy:

  1. Zdrówka dziewczyny! Trzymajcie się zdrowo i przegońcie to paskudztwo - a kysz, chorobo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Są też wiersze, które piszesz przez całe życie (...)I niesamowite jest, że mieścisz się na małej karteczce, a między wierszami tego drobiazgu jest tyle sensów, że prawie nigdy ich nie wyczerpiesz.
    Pięknie ujęte!
    Zdrówka życzę, niech wraca jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  3. :)
    a ja swojemu mężowi przyznałam wczoraj pierwszą nagrodę w kategorii najnudniejsze czytanie na dobranoc. Igo zasnął w mig, ja podsłuchując tez prawie odpłynęłam;)
    warto czytać mimo wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie czytanie niekiedy najbardziej potrzebne;)

      Usuń
  4. Ja chyba chcę tę książeczkę! Zdrowia w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  5. "Ocalone skupienie" - pięknie powiedziane.

    Nie pamiętam by mi czytano, przynajmniej nie zapamiętałam niczego szczególnego.
    Za to jako dziecko, licealistka i studentka, brałam udział w recytatorskich konkursach, w swoim małym miasteczku, bo bliska poezja, bo ciąg jakiś ... zachęcał. miło wspomnieć to uczucie tremy - drżących nóg, spoconych dłoni, szalonego dudnienia serca :) miło ...

    Znana jest mi mimika przy czytaniu dla Synka. Ilekroć słyszy mnie teściówka ma kochana, to śmieje się, że talent swój marnuję. Jednakże każdy dostał talent jakiś do jego budowania, czuję zatem, iż nie jest to droga moja, choć bawić się słowami bardzo lubię.

    Życzę szybkiego zdrówka i saneczek czym prędzej w białe ferie.
    Zapraszam serdecznie na foto-wyzwanie od 4 lutego u Uli bo szczerze powiem, że talent masz z całą pewnością. :) piękna fotografia na wstępie :) nie ona jedna na Twoim blogu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konkursy recytatorskie - brawo!
      Wszechstronna jesteś, a jakże!
      Może się skuszę na lutowe wyzwania? Dziękuję za propozycję.

      Usuń
  6. ciekawostki

    Zdrówka, zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...