wtorek, 22 kwietnia 2014

"Co jest treścią uśmiechu?"

"[...] Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila. 
Jedna z tych ziemskich chwil 
proszonych, by trwały." 
                                                                                               Wisława Szymborska "Chwila"
                                  




  






Papież Franciszek powiedział, że życzenia możemy sobie składać przez cały tydzień, więc i ja na ten czas piruetów duszy życzę Wam pełnych miłości objęć świata, a w nim przede wszystkim wtuleń w drugiego człowieka.



Co jest treścią uśmiechu
i podania ręki?
Czy nigdy w powitaniach
nie jesteś daleka,
tak jak bywa daleki
człowiek od człowieka,
gdy wyda sąd niechętny
pierwszego wejrzenia?
Czy każdą dolę ludzką
otwierasz jak książkę,
nie w czcionce,
nie w jej kroju
szukając wzruszenia?
Czy na pewno, czy wszytko
odczytujesz z ludzi?
Wymijające słowo 
dałaś w odpowiedzi,
pstry żart w miejsce szczerości-
jak obliczysz straty?
Nieziszczone przyjaźnie,
lodowate światy.
Czy wiesz,że przyjaźń trzeba
współtworzyć jak miłość?
Ktoś w tym surowym trudzie
nie dotrzymał kroku.
A czy w błędach przyjaciół
twej winy nie było?
Ktoś żalił się i radził.
Ile łez obeschło,
zanim przyszłaś na pomoc?
Współodpowiedzialna 
za szczęście tysiącleci-
czy nie lekceważysz
pojedynczej minuty
łzy i skurczu twarzy?
Czy nigdy nie wymijasz
cudzego wysiłku?
Stała szklanka na stole
i nikt jej nie spostrzegł,
aż dopiero gdy spadła
nieuważnym potrącona ruchem.

Czy w ludziach wobec ludzi
wszystko jest najprostsze?
                                                                       Pytania zadawane sobie  Wisława Szymborska


Z emocji świątecznych zaraz wskoczyłam na te urodzinowe. Przecieram oczy, rozkładam ręce i chwile chwytam najmocniej, a wiosną jeszcze wonne i z płatkami kwitnących drzew pod stopami. Jaśnieję od słońca.
A urodzinowe z poetką mam trwanie, próbując zdać sobie sprawę z siebie.
Dziś z odwiedzinami rodziny i przyjaciół i od spotkań jaśnieję także.
Poranni ogrodowi goście, od których rozpoczęłam, CasaBlance także zawrócili w głowie.  
Kwiaty stają się zakładkami do pięknych książek, które otrzymałam. Czeka mnie także Cyganeria Pucciniego w Teatrze Wielkim w Poznaniu - operowy prezent-niespodzianka łapie za serce.














niedziela, 16 marca 2014

Papierowa torba pełna skarbów ze słowami od Emilii Dziubak i Iwony Chmielewskiej

Pierwszego marca chwyciłam trochę nieba.
Nieba, które rozpościerają nade mną dwie niezwykłe kobiety, kiedy przewracam strony z ich ilustracjami. 
Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży Poznań 2014 umożliwiły mi spotkanie.
Ostatnia chwila - z zadyszką, roztrzęsieniem, bijącym sercem, które niosło mnie do stoiska ze światem  Emilii Dziubak. Dwie minuty do końca i słońce pojawiło się na kartce i słowa i spojrzenie - równie słoneczne i uśmiech... . 
Na Iwonę Chmielewską czekałam z podobnym drżeniem, snując się między stoiskami wydawnictw.
Tak bardzo żałowałam, że CasaBlanki nie mogę zabrać ze sobą - rozchorowała się na dobre. 
Więc był to czas dla mnie, dotykałam, przewracałam, zaczytywałam się światem, który nie tylko dla dzieci. 
Pani Iwona - skromna, cicha, z taką aurą niezwykłości i uśmiechem, że można tylko utonąć. Nie mogłam oderwać od niej oczu - dedykacja - małe dzieło sztuki stworzone na poczekaniu - i zobaczyłam artystkę przy pracy - wokół szum, mnóstwo ludzi - a u niej świat stanął w miejscu - a ja razem z nim. Ze łzami w oczach powiedziałam kilka słów. 
Z papierową torbą pełną skarbów - dla CasaBlanki, dla siebie wróciłam, dokładając nieco do kramu wyobraźni mojej córki.

Emilia Dziubak - ilustracja dla "Przekroju"

Emilia Dziubak - ilustracja dla "Przekroju"

Iwona Chmielewska



"Grzeczna"Gro Dahle i Sveina Nyhusa - trzeci skarb targowy




Paweł Wechterowicz, Emilia Dziubak "Uśmiech dla żabki"















Iwona Chmielewska "Pamiętnik Blumki"








W tym tygodniu jeszcze nieśmiało, ale już pod niebem w ogródku:)







czwartek, 27 lutego 2014

Zjadająca tęczę królewna CasaBlanka

Pourodzinowy czas nadal mocno nas trzyma.
Jak balony poruszane wspomnieniami unosimy się lekko nad ziemią.
Trzy lata w utuleniach, głaskach, słowach i gestach.
Różnobarwność Lampeduzianki podkreślona tęczowym tortem!
No i mamy już nowy  przydomek - dojrzalszy - jak przystało na trzylatkę : CasaBlanka!

Tęczowy tort sprawdził się na urodzinowym przyjęciu z udziałem dzieci, które w pierwszej kolejności zajadały ulubione kolory. Pracy przy torcie co niemiara, ale biały tort, z którego po przekrojeniu uśmiecha się tęcza - zrobił wrażenie.




Tydzień wcześniej dorośli dostali  Tort bezowy - Dacquoise - przepis od koleżanki, ale ogólnie dostępny w sieci. Już dawno nie miałam w ustach takiego nieba. Mascarpone z masą krówkową i bitą śmietaną z orzechami i daktylami wypełniało wnętrze zamknięte bezą.






U mnie chorobowo - kaszlowo, więc czas wypełniają nam zabawy różne i koronacje także.
O dziwo nie w różach królewna i korona też nie różana, ale dusza różami usłana.
Takie CasaBlankowe jest spoglądanie na świat - przez różowe okulary.
I w ciągłym, nieprzerwanym zapytaniu "A dlaczego? "
I światem jej odpowiadam - takim jaki znam.
Czasami wyobraźnią jak dziwniejsze pytania. Snujemy więc naszą opowiastkę nie z piasku i mgły, a ze słów, świata, wyobraźni, pragnień, zachwytów, książek.

I jeden króciutki dialog :
-Mamo, co mówi mama Juliana? - zapytuje Malutka, słysząc rozmowę dobiegającą z sąsiedniego pokoju, w której uczestniczy Młodszy Kuzyn i jego mama - ciocia Asia.
- "Julian, tylko nie wysyp" - cytuję to, co usłyszałam.
- A czy ciocia Asia jest piaskiem?













A i pieśń cudną mam :
Tyle z życia masz, ile dasz,
Tyle szczęścia w ile uwierzysz



sobota, 8 lutego 2014

Szczepana Twardocha odważne spojrzenia na rozpadający się świat

Łeb. Smród. 
        Łeb pęka. Język jak wyschły, martwy ślimak, chropowaty. Podniebienie pod skorupą zaschniętej flegmy. Łeb pęka. Pustynia. Smród własnych wyziewów.
        A więc obudził się? Obudził się? Nie obudził się. Jeszcze spać? Sen, zniknie cierpienie we śnie? Nie zniknie. 
        A we śnie... Był to sen?
                                                                                                                   Szczepan Twardoch Morfina

Powyższymi słowami zaczęłam wędrówkę z Konstantym Willemanemm ulicami Warszawy - tej z października 1939 roku - zgwałconej, zapadłej w sobie Warszawy [...] okien zaklejonych na krzyż, zgasłych latarni i bruków podartych tak, jakby ulice nagle zafalowały, wzburzyły się - jak mówi bohater.
I dodaje jeszcze : Płyty pozrywane, na chodniku błoto, trzewiki od razu powalane, na ulicy błoto i furmanki, w dwa tygodnie dwieście lat do tyłu.
Nie wszystkie miejsca chcę z nim odwiedzić, nie na wszystkie wydarzenia gotowa jest moja wrażliwość, ale... nie przerywam drogi.
Lubię jego dystans - do świata:
 Dałem kwiaty (chryzantemy)
-Grobowe - powiedziała.
-Żyjemy na cmentarzu - odparłem.



Mój warszawski przewodnik w przeszłym już czasie tak mówi o sobie:

Więc piłem w kryształowych pałacach z porcelanowymi księżniczkami, piłem ciekłe brylanty i koszule śnieżnobiałe, mankiety krochmalone, spinki jak złote słońca i guziki macica perłowa w złoto oprawiona, szampan i wódka jak olej białe, muszka biała i frak i muzyka i ostatnia niedziela, tango samobójców, a potem to wszystko powalane od jedzenia, sosów i czerwonego wina i czerwonych szminek na sztywnym gorsie koszuli i palta, owijamy się paltami i kobiety owijaliśmy paltami, kiedy śmiejąc się tak, że prawie wypluwaliśmy wnętrzności, szukaliśmy dorożki albo taksówki i jechaliśmy gdzieś, ulice Warszawy, ale nie tam gdzie Jureczek, jechaliśmy z kobietami albo sami z alkoholem zawsze już pijani czasem po kokainę czasem po opium do Chińczyka jechaliśmy, czasem biliśmy się z apaszami, nóż i kastet, i nie bałem się niczego, śmierci, czemu miałbym bać się śmierci, rozdarte rozbite gęby mordy nie nasze kiedy zbiliśmy jakiegoś nowobogackiego człowieka interesu, bo się spojrzał wzrokiem krzywym, a ty, Jureczku, z matką twoją Heleną. Droga, mokry śnieg, Dzidzia na kanapie.

Kim jest na kartach powieści  - tu i teraz? Tego nie zdradzę. To podróż indywidualna, pozbawiona jednoznaczności.
Ile stron zatrzymywało mnie na dłużej.  Ile zadziwień, zmrożeń, wzruszeń, szybszych oddechów, zachwytów.
Łzy też były - bardziej nad światem:
...chciałbym płakać, nad czym, nad kim , chciałbym utopić świat w moich łzach, chwycić tę uboga kobietę za kark i wepchnąć jej głowę pod powierzchnię moich łez... 

Zafascynował mnie język - narracja Konstantego i jeszcze kogoś, kogo każdy sam określi tak, jak czuje.
Erudycja Twardocha, jego spojrzenie niełatwe, wrażliwość męska, ujęcie rozpadającego się świata:
Ubranie, żeby pokazać, żem nie byle kto, a jednak byle kto. Żeby chroniło przed rozpadaniem się świata ... to wszystko zagrało w mojej duszy.

I myliły się oczywiście, poznikały wszystkie, tak jak ty znikniesz, Kosteczku, jak zniknie Iga i Salome zniknie, nie zostawiwszy nawet cienia, kręgi na wodzie, tchnienie wiatru, puste skorupy, tylko skała i piaszczysta droga bezwodna. 
I różnie znikały, przeżywszy wojnę albo jej nie przeżywszy, od ognia albo od kuli albo od raka, umierały szczęśliwymi lub nieszczęśliwymi, spełnionymi w swoim mniemaniu lub w swoim mniemaniu niespełnionymi , zaspokojonymi lub do smutnego końca niezaspokojonymi. 
Smutnego, bo każdy koniec jest smutnym, a raczej może istotą smutku jest koniec i przemijanie.




Zostawiam więc jesienną Warszawę, o jakiej najlepiej zapomnieć, ale przecież w tym smutku i cierpieniu właśnie rodzą się takie historie - ważne, niebanalne, o odkrywaniu siebie, zmierzaniu się z samym sobą.

***
Ferie sprzyjają odwiedzaniu okolicznych jezior, których mamy sporo.
Tam aura zatrzymała śnieg, o którym miasto dawno już nie pamięta.
A najpiękniejsze spacery z przyjaciółką.












poniedziałek, 3 lutego 2014

"A ja za twymi zimo włosami Tęsknię nocami" J. Harasymowicz

[...]
A w mieście błoto i błoto
A ja za twymi zimo włosami
Tęsknię nocami

I w niedzielę dopiero wyjeżdżam za miasto
Pociągiem rozpędzoną gwiazdą
Aby cię dotknąć zimo
Popatrzeć jak twój diadem świeci
I niech nasz pocałunek zimo
Gilem w lasy uleci

                                                                                                                           Jerzy Harasymowicz  Zima

Zimowy sobotni dotyk - wtulenia poza miastem.
Spacer nad jeziorem, które nie szumi, bo zmrożone zimnym oddechem.
Ślady Lampeduzianki malutkie jeszcze, drobiące, lekkie... jak ona - beztroska, ale nie do zatrzymania  w czasie. 
Chwytam ją dla siebie, dla niej samej na zdjęciach i filmach.
Niedługo Lampeduzianka zamieni się w Lampeduzę i kroki staną się większe, cień dłuższy, myśli z troską.
W tą sobotę skończy trzy lata.

A za włosami zimy tęsknię znowu, bo międzyczasie ogoliła głowę - czekam, aż odrosną.


Malutka uwielbia koty, więc na spacerze szukałyśmy dryfującego kota co się pokłócił z człowiekiem z wiersza Kazimiery Iłłakowiczówny. 
Dryfującego chyba bardziej na krze - bo pora taka,
Ale nie było zwierzaka.
Może sny go przyślą, 
A w nich wędrujący goście, 
Co śniegiem milczą i myślą,
Wypatrując go tęsknotą na pomoście.
By w wnet z kotem mądrym pogodzeni,
Powrócić do domu, w który się wyspa przemieni.


Kazimiera Iłłakowiczówna "Chodzi, chodzi baj po ścianie" ilustracje Paweł Pawlak

Gwiazdy symbolizują ferie - czas, który rozsypuję wokół Najbliższych.

niedziela, 26 stycznia 2014

Mąką rozsypuję biały pył szczęścia i wspólnych chwil ...


Taki czas kiedy intensywniej przeglądam książki kucharskie.
Zapraszam do stołu, gdzie pachną potrawy mniej codzienne, bardziej kolorowe i zadziwiające.
Ucztujmy zatem. 
Gwyneth -mam dla niej uśmiech zarówno, gdy oglądam ją na ekranie, jak i w tej barwnej i smacznej książce.
Poczytam, popatrzę, ugotuję, poucztuję - a wszystko w zachwycie.

Jak pisze o niej we wstępie Mario Batali : "posiłek z Gwyneth to rzecz zupełnie wyjątkowa. Nie chodzi o to, że Gwyneth Paltrow może bez wysiłku pochłonąć w Walencji całą patelnię paelli, a w Barcelonie z równą swobodą  spałaszować pełen talerz marynowanych anchois.  Wyjątkowość polega na tym, że ona kocha nie tylko smakowitość każdego kęsa, ale też cały rytuał wspólnego posiłku, który sam w sobie uważa za święto.
Gwyneth często wspomina ojca, który : przygotowywał jedzenie z nieprawdopodobną dbałością i precyzją, jakby przez smakowitość potraw chciał w odpowiednich proporcjach przekazać swoją miłość. pomógł mi zrozumieć istotę tego co tu i teraz, że szczęście może nas spotkać i w mroźny zimowy wieczór, jaki i w letni dzień w ogrodzie, czasem przy butelce dobrego wina, zawsze w otoczeniu ludzi, których kochamy. Trzeba kilku dobrej jakości składników, paru prostych przepisów, być może dobrego żartu [...]

A i dzieci nie stronią, a wręcz gonią do kuchni, uważając to za jedną z lepszych zabaw.
Wiem coś o tym, bo gdy widzę przejęcie, zainteresowanie i energię Lampeduzianki sypiącej mąkę, którą  rozsiewa tyle szczęścia w kuchni, że i ja jestem najszczęśliwsza. A ciasto, w jej maleńkich dłoniach mięknie jak serce.

Sztuka polega na tym, by pozwalać dzieciom na tę zabawę, dopóki jeszcze tego chcą; prędzej czy później i tak stracą zainteresowanie, pójdą się bawić czymś innym.
Apple i Moses ostatnio wolą jednak kuchnię. [...] wciąż podtrzymuję ich zainteresowanie pracami kuchennymi, przydzielając stopniowo zadania pozornie bardziej wymagające niż umiejętności dzieci na ich poziomie rozwoju. 


Jest także prosto, a to pachnie smakiem.
Zdrowo - i również aromatycznie.











Zdjęcia, które zatrzymują mnie na dłużej



Sałatka z marynowanej  fasoli z grillowanymi krewetkami -zaskakująco...

Pieczone warzywa w sosie musztardowo- klonowym -sama słodycz...

Penne puttanesca - makaron ladacznicy z anchois, kaparami, sosem pomidorowym i pietruszką - wyraziście!

Spaghetti z sosem parmezanowo-cytrynowym -tylko tyle,a jakie bogactwo smaku...

Salsa verde  - a tam między innymi :anchois, pietruszka, bazylia, kolendra, szczypiorek

A moje danie z kalafiorem pieczonym w piekarniku - chrupkość!


niedziela, 12 stycznia 2014

"wtedy, kiedy świat kończył się na domu, ogrodzie i sąsiedniej ulicy..." co poczytujemy... .

 Moje noworoczne postanowienie - podkreślam w wierszu Miłosza.

Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu

Na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie,

że nie jestem stąd.

Jakbym był posłany, żeby wchłonąć jak najwięcej

Barw, smaków, dźwięków, zapachów, doświadczeń

Wszystkiego, co jest

Udziałem człowieka,

Przemienić co doznane

W czarodziejski rejestr

i zanieść tam,
skąd przyszedłem.
                                                         
                                                       Gdziekolwiek  - Czesław Miłosz

A doznaję z mocą całą córeczki Lampeduzianki i rejestruję w pamiętniko - kalendarzu wszystkie moje zachwyty jej drobną osóbką, wszystkie jej olśnienia światem całym. Jest czarodziejsko:

Ja - Wiesz, ja też kiedyś byłam taką malutką dziewczynką jak ty...
Ona - Jak?  I co się stało? Kto Cię przemienił?

Cóż mogłabym odpowiedzieć - Życie?!

Są też wszystkie na nowo odkrywane tajemnice literatury dziecięcej. Przed snem poczytuję nieco poważniejsze historie niż za dnia, gdy obok siedzi pochłonięta ilustracją tak bardzo zjednoczoną ze słowem. Ona woli, gdy tekst nie leje się strumieniami, nie przypomina oceanu, a raczej niewielki staw na stronie otoczony sitowiem ilustracji.











Biblioteczne zdobycze

Wieczór jest zawsze magiczny, słaniają się powieki, zasłuchanie jakby inne, owiane mgiełką ziewnięć, a ja w rozkoszy każdego wyczytywanego słowa, z drżeniem, gdzie niekiedy głos się łamie i powstrzymuję się od zalania strony łzami... .   


Przeżywamy teraz zachwyt Albertem Albertsonem Gunilli Bergstrom. Genialne ilustracje, prosty, ale trafiający do mojej dziewczynki tekst, np o przyjaźni, w której nie zawsze jest lekko, o potłuczonym kolanie - krwawiącym!, które wzbudza wiele emocji, o wymyślonym przyjacielu, który nie pojawia się, gdy starsze chłopaki atakują Alberta i nie broni.
Baśnie dla Antosia przeglądałam w księgarni, kiedy nie wiedziałam jeszcze jaka to maleńka istotka zamieszka w moim świecie.
Chłopiec miał być Antonii... . Jest dziewczynka - Blanka - Lampeduzianka.
Książki nie zabrałam wtedy ze sobą  do domu.
Znalazłam ją po trzech latach w bibliotece  i już nie wypusciłam z rąk.
Monika Rakusa (psycholog społeczny, dziennikarka) stworzyła opowieści dla swojego synka Antosia.
Później pojawiła się jeszcze córeczka Klara i tak napisała we wstępie, kierując słowa do niej, jak i do czytelnika:
Antoś potrzebuje baśni tak samo jak ty, Klarusiu i ja i my wszyscy.  Potrzebuje ich po to, żeby zrozumieć własną  niepowtarzalność i własną rację. A tym samym docenić racje innych ludzi. Kiedy to zrozumie, będzie już wiedział, którym z okrętów i dokąd chciałby popłynąć.



Jest tam opowieść o Królewnie w Okularach - jedynej takiej -wyjątkowej, jaką narysował dla bohaterki -autorki ( kiedy była małą dziewczynką) dziadek wśród ogromu innych -dostkonałych, bo w wielkich drucianych okularach. Ogromna była rozpacz dziewczynki, która odtrąciła nietypową królewnę. Ale ona wróciła po latach, by opowiedzieć swoją historię przy mocnej herbacie z mlekiem oraz krówkach i irysach... .














Miś Babulin miał w sobie coś takiego, że od razu poczułam: to taki mój miś, najwspanialszy w świecie. Dzisiaj jestem już na tyle duża, by wiedzieć, że inne dzieci też mają swoje najwspanialsze misie i że Babulin nie był może aż tak wyjątkowy, jak sądziłam wtedy, kiedy świat kończył się na domu, ogrodzie i sąsiedniej ulicy. Oboje z Babulinem mieliśmy po prostu swoje sprawy. Oboje byliśmy pieszczochami. I lubiliśmy słodycze....










Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...