sobota, 6 grudnia 2014

Pinokio widziany oczami Innocentiego

Opiekunka zwierząt ( tak siebie nazwała pewnego dnia) zjawiła się u Cioci.
Na wizyty czeka z utęsknieniem, mknąc do Psiaka, by podstołowo nawiązywać z nim
czworonożny kontakt lub bardziej czworaczny;) 
Jest Casablanką z pluszakiem - zwierzakiem zawsze przy boku. Nie jest to jeden niezmienny.
Wymienia je jak rękawiczki, zataczając koła. Odkłada, by powrócić na nowo. 
Lalki nie uśmiechają się do niej tak, by miała chętkę na zabawę, nie przyciągają jej uwagi.
Koty - pierwsze miejsce, dalej konie - w tym jednorożce, psy, królisie, tygrysy ... lista długa jest.


Ukochany Psiak




Najnowszy towarzysz




Do zabawy i rodzina ptaszków ozdobnych dobra



Ostatnie dzieło - kocia rodzina


***

Lektura odkrywana na nowo.
Roberto Innocenti sprawił, że Pinokio już nie ten sam, co w dzieciństwie.
To tak, jakby urósł razem ze mną. 
Każda ilustracja sprawia, że spędzam nad nią czas jakiś.
Wiedziona historią bohaterów przemierzam Włochy, odwiedzam Niebieskowłosą Dziewczynkę, słucham rad Świerszcza - Który - Mówi, chowam się przed Lisem i Kotem. 
Dzieci w szkole wciąż z tym samym zapałem czytają Pinokia, a gdy wychodzą z ławki i opowiadają wybraną przez siebie najciekawszą przygodę, to serce rośnie.
Zapraszam:



















 





Wspaniałego mikołajkowego dnia!

niedziela, 30 listopada 2014

"Sońka" Karpowicza głęboka, głębsza, najgłębsza... .


Dawno, dawno temu – tak Sonia zaczynała  szczególne zdania, które grzęzły gdzieś w krtani, zatrzymywały się na gładkich, bezzębnych dziąsłach, by ześliznąć się na powrót w ciało: do płuc, serca i kurzu, zbijającego się w kłębki pośród starych, zużytych narządów. Ale niekiedy po tym «dawno, dawno temu», niekiedy jednak słowa pokonywały opór, przebijały tkankę mięsa i czasu, wybrzmiewały do końca i dopiero wtedy na powrót zagłębiały się w ciele: przez uszy wędrowały do mózgu, tam szukały miejsca, tam czekały, aż sen rozluźni zdarzenia, aż poluzuje problemy – wtedy to, który to już raz, słowa śniły się jako historie, i dobre, i złe, zależy którędy patrzeć, kiedy się obudzić i dokąd nie dotrzeć”.






Jak opisać "Sońkę"?
Jedyne co mogę, to wykorzystać do tego cytaty, one jeszcze do tej pory zawracają mi w głowie.

Tej książki się nie czyta... Ją się czuje. Zupełnie tak, jak we fragmencie:
Wypełniało mnie szczęście, szczęście rozsadzało ,mnie jak oddech nadmuchaną żabę, ulewało się poza mnie, biegło na pola i łąki, biegło do lasu i pod pierzyny. maszerowały po mnie ścieżkami mrówki, tylko od spodniej strony, pode mną, od skóry, tej schowanej we krwi. 



Tą książką się człowiek staje, tą historią, bohaterką, językiem... .
Nie pamiętam kiedy ostatnio płakałam z powodu piękna.
To historia, która porusza, poszerza, rozciąga uczucia i jest przewiązana najcudniejszą wstążką języka. Właściwie to nie potrafię o niej pisać. Ją się cytuje. Tam jest wszystko.
I łza, jak ta Sońki, toczy się po policzku:  
„A z jej prawego oka, z którego lata starły kolor, popłynęła wielka łza. Nie toczyła się żywo: najpierw wolno się formowała, formowała, aby z trudem się oddzielić. To nie była przezroczysta łza, tylko mlecznobiała. To nie była mokra łza, tylko nieznacznie wilgotna. Ta łza tak naprawdę była grudką soli. No i ona maszerowała zmarszczkami Soninej twarzy, jak gąsienica po starym, wykręconym liściu, bez nadziei na przepoczwarzenie czy przepotwarzenie, aż wreszcie, ominąwszy usta, spadła z brody na podłogę, gdzie rozprysła się w solny miał.”








A Karpowicz w wywiadzie dla Zwierciadła:

Sońka to postać prawdziwa, taka osoba naprawdę żyła w jednej z podlaskich wsi. I choć jej życie nie przekłada się dosłownie na to, co jest w książce, sama historia wojennego romansu dziewczyny ze wsi z niemieckim oficerem podczas drugiej wojny światowej - od początku mnie urzekła, pociągnęła za sobą. Nosiłem ją w sobie trzy lata. 


A w "Książkach. Magazynie do czytania" artykuł Ryszarda Koziołka.



Czas przyspieszył. Odliczanie na palcach jednej ręki ile Casablanka była w październiku w przedszkolu. Listopad nieco łaskawszy - niecałe dwa tygodnie. Walczymy z kaszlem, katarem, uchem.
Trudny czas, choć wiem, że nieunikniony, tym bardziej, że przedszkole uwielbia.
Październikowy Dzień Edukacji we Wrocławiu z Przyjaciółką na herbacie słodzonej rozmową zawsze wytęsknioną.


A to ogród październikowy jeszcze. Aż trudno uwierzyć, że jutro już grudzień.



poniedziałek, 13 października 2014

"Londyn NW" Zadie Smith słowami, obrazami, emocjami oddycha.

W Willesden ludzie chodzą boso, ulice nabierają charakteru europejskiego, szerzy się mania jedzenia na świeżym powietrzu. Ona jednak trzyma się cienia. Jest ruda. 

                                                                                                                         Zadie Smith "Londyn NW"

*

Pierwsze zdania zadziałały. Później już nie było odwrotu.
Najnowsza powieść Zadie Smith "Londyn NW"odurzyła, może bardziej jak szybki szot niż długo sączona lampka czerwonego wina.Odurza Londyn, historie bohaterów, a to jakiego języka używa Zadie chyba najbardziej.
Bohaterowie Leah, Felix, Nathan i Keisha/Natalie kiedyś idący krok w krok ( ta sama szkoła w dzielnicy blokowisk), dziś każdy wypełnia inną przestrzeń, oddychając albo spokojniej, albo z przyspieszonym biciem serca, spełniając lub nie - marzenia o awansie społecznym. czy szczęście jest zawsze tym, czym się wydaje?

W świecie funkcjonuje system obrazów. Czekamy na doświadczenie dostatecznie wielkie lub gwałtowne, które nim wstrząśnie lub całkowicie go zburzy, ale moment ten nigdy nie następuje. 
Może nadchodzi na samym końcu, kiedy rozpada się wszystko i żadne obrazy nie są już możliwe.

Wsłuchiwałam się w ten rytm. Spacerowałam między stronami, niekiedy biegłam, potykałam się, uskrzydlałam, ale zawsze z niesłabnącym zaangażowaniem, obserwując jednocześnie miasto. 
Londyn, który odwiedziłam w 2005 roku - to już będzie dziesięć lat od naszego ostatniego spotkania -odkrywałam na nowo, od jednej stacji metra do drugiej i to w dzielnicach, których - będąc tam - nie odwiedziłam.Po zachwyt. A wtedy największy dotyczył mieszkańców. Prawdziwy tygiel kulturowy.
Powieść podzielona na cztery części - osoby, a każda z nich ma także swój wymiar językowy :Uważała się za nie wiadomo kogo.Typowy kokos: czarna na zewnątrz, biała w środku. 





Fragment wywiadu Michała Nogasia z Zadie zamieszczony w Gazecie Wyborczej







Teraz kuzynka zanurzona w Londynie, odurzona nim, ukradkiem kadrów kilka skradła miastu, a ja  zamieściłam je tutaj z gwiazdką.  Zapraszam do Londynu - tego z obrazów i tego ze słów. 


*
*


*



*
*


*

*



sobota, 4 października 2014

"Ale, kto wie, co jest możliwe?" - pyta Gretkowska. - Skrzydlaty przedszkolak!?

 Był już wieczór, mama, mówiąc, zapaliła lampę. Zauważyłam długi, jasny włos. 
Wypadł jej z koka, leżał na ramieniu. Boję się wypadniętych włosów mamy. 
A co, jeżeli to są nitki, jak ze swetra? Pociągnąć za jedną i spruje się cała mama? 
Zostalibyśmy wtedy sami: Maksio, Ciapek, ja. Oczywiście to niemożliwe. 
Tak myślałam w przedszkolu... Ale, kto wie, co jest możliwe?

                                                                                                                                  Manuela Gretkowska "Marysiu, jak myślisz?"







"Oczywiście to niemożliwe. Tak myślałam w przedszkolu...".
Jej nowy świat - delikatnie weszła, niby nieśmiało, ale początek zawiesił mnie nad ziemią, gdy drugiego dnia oswajania, stała pomiędzy jeszcze nieznanymi dziećmi w kółku otwarta na zabawę. Był to czas, gdzie rodzic na 1,5 godziny przychodził z dzieckiem - jeszcze wakacyjny. Obserwowanie CasaBlanki kończyło się niezauważalnym ocieraniem łez - szczęścia. Bezcenny czas.
Teraz cieszę się, gdy patrzę, jak chętnie frunie każdego ranka do przedszkola. Chwytam się tych skrzydeł, które i mnie unoszą. Cudowna, ciepła Pani, którą uwielbiłam po zebraniu, zaczarowała także córeczkę. Dzieci, o których opowiada i nowe smaki, które przynosi - świat - jej świat, ale ona swoimi słowami odmalowuje mi go w domu. Obejmuję każde zdanie - tak cenne. Układam w sobie te opowieści, by upewniać się, że jest szczęśliwa. Jakoś tak przecież tęsknię... .
Jednak chmury chorób przesłaniają nam słońce przedszkola. Teraz zapalenie ucha. Czekamy.  

A za nami Manuela Gretkowska.


Odkurzyłam wiedzę filozoficzną starożytności i średniowiecza.
CasaBlance pod zamykające się powieki słowami autorki kładłam dobro, piękno i miłość.
Czy śniła o Platonie, Sokratesie, św. Augustynie? Myślę, że bardziej o Marysi i jej piesku Ciapku.
Nieco pomijałam, uzupełniając sobie po jej zaśnięciu.








 Czy św. Hildegarda z Bingen zakładała jej na głowę wianek z kwiatów i ziół.



Gwiazdy tak pięknie świeciły niezasłonięte blaskiem żadnego miasta, ani brudnym powietrzem. Byliśmy przecież w ciemnym średniowieczu. Nad nami tylko księżyc i kolekcja gwiazd posegregowana na gwiazdozbiory.
- Lubisz obserwować niebo? -Pojawiła się Hildegarda w czarnym jak noc habicie. 
- Bardzo. Trochę się czasem boję... Jestem taka mała pod niebem.
- Marysiu, człowiek jest drobiną, ale swoją mądrością dorównuje aniołom. Jest światem w wielkim ciele. cokolwiek robi i myśli, wpływa na gwiazdy, na cały wszechświat. Jeśli postępuje źle, wszechświat też go źle potraktuje.
-Skąd ty to wiesz ?- Odnalazła nas mama - tysiąc lat później tak będą mówić ekolodzy, ludzie dbający o przyrodę.

A może śniła o mamie Marysi, która jest bohaterką i narratorką:  Według mojej mamy, skoro ludzie uważali ją za piękną, powinna wiedzieć, czym jest piękno. Zaczęła czytać o tym książki. Dotąd nie przestała. Została bibliotekarką.[...] Sama piecze nam chleb, ale nie ciasta. Uważa, że ciastkowe wypieki są staromodne [...] Żeby upiec ciasto, trzeba mieć przepis i filozofię życiową. Przepis podaje proporcje: ile jajek, mąki. A filozofia życiowa mówi, czy jest sens piec, babrać się w mące, czy kupić gotowe ciastko w cukierni. Kupujemy więc ciasta z powodów filozoficznych, najchętniej jabłecznik. Gdyby piekła go moja mama... upiekłaby całą jabłoń. Ona widzi świat całościowo, czyli holistycznie. Wszystko się styka ze wszystkim, holistycznie: pestka z jabłkiem, jabłko z ogonkiem, ogonek z pniem. Nic się nie zmarnuje, niczego nie odrzucamy. 




czwartek, 21 sierpnia 2014

"... z przyjaźnią jest inaczej - ta zawsze wzajemna" we Wrocławiu w rytmie "Biophilii" Bjork.

Można kochać i chodzić samemu po ciemku
z przyjaźnią jest inaczej - ta zawsze wzajemna [...]

                                                                                    ks. Jan Twardowski Do księdza Bronisława Bozowskiego




Wrocław. Ukoił, zachwycił jak zawsze.
Ważny, najważniejszy, bo spotkaniem ozdobiony, takim wyczekanym, wytęsknionym,
spotkaniem z czarnymi oczami mojej Przyjaciółki.
Zobaczyłam w nich świat cały i to jak jest piękna, silniejsza od słońca w południe. 
Wiosenny wypadek samochodowy, naruszone kręgi (zrastające się w gorsecie)  i życie, które wzięło ją w ramiona i nie chciało puścić.
Dużo zmian - dobrych i o ironio! wprowadzających równowagę.
Parafrazując Paula Austera : jej blizny - określiły ją na nowo. Usłyszane w wywiadzie Nogasia z Austerem, który w kwietniu został puszczony w Radiowej Trójce. Później znalazłam zapis w Gazecie Wyborczej.




Przejrzałam się w Morzu Czarnym jej oczu. Słowami narysowała mapę. Noszę ją w sobie, ona pokazuje drogę, gdy przemierzam codzienność, zapominając o tym co istotne.



O wywiadzie miałam pisać jeszcze wiosną, zawieruszyło się to, zapomniało.
Teraz przyszło z pomocą, bo moje słowa za małe.


Kilka fotografii z Wrocławia. Cztery noce. Dni wypełnione po brzegi.  CasaBlanka przeszczęśliwa.

Casablanka i Przyjaciółka



Księgarnia jak ze snu. W takim miejscu czas odmierzany przewracaniem stron, lustrowaniem półek, łykmi kawy mrożonej, uśmiechem przystojnych pracowników:)




Knajpki, restauracje, kawiarnie przeczesywane wspólnie od południa do godzin nocnych.



Nowe Horyzonty wybrzmiały filmem, który był zapisem widowiskowego koncertu Bjork zarejestrowanego w Alexandra Palace w Londynie. Baśniowy spektakl wyśpiewany przez artystkę i 24 osobowy chór. Podskórny i z dreszczem. Najbardziej zabrakło ruchu, siedząc w fotelu ciało uwięzione, a koncert nawet jeśli na ekranie, wymaga tańca! Bjork uwielbiałam od zawsze! Mistrzyni nastroju.

zdjęcie ze strony http://biophiliathefilm.com/

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

"Moja walka" Knausgaarda na czas czytania również moją...

Posiadanie większej wiedzy o świecie powoduje nie tylko zmniejszenie bólu, jaki ten świat wywołuje, lecz również jego sensu. Rozumienie świata to ustawianie się w określonej odległości od niego. To co jest za małe, aby było dostrzegalne gołym okiem, na przykład cząsteczki i atomy, powiększamy, to zaś, co jest za duże, tak jak formacje chmur, delty rzek, i gwiazdozbiory, zmniejszamy. Kiedy już sprowadzimy wszystko do zasięgu naszych zmysłów, zaczynamy to utrwalać. To co utrwalone nazywamy wiedzą. Przez całe dzieciństwo i młodość mozolnie staramy się ustalić właściwy dystans do rzeczy i zjawisk. Czytamy, uczymy się, doświadczamy, korygujemy. Pewnego dnia docieramy do punktu, w którym wszystkie niezbędne odległości są już wyznaczone, wszystkie niezbędne systemy stworzone. Wtedy czas zaczyna płynąc szybciej. Nie napotyka już żadnych przeszkód, wszystko jest ustalone, czas płynie przez nasze życie, dni znikają w dzikim pędzie i zanim zdążymy się zorientować, już mamy czterdzieści lat, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt... Sens potrzebuje pełni, pełnia potrzebuje czasu, czas potrzebuje oporu*






Smutkiem zasnuta, prozą życia ozdobiona.
Chłodna, mocna - do przeżycia, nie po zachwyt.
Tam nie ma przyjemności, a jest mierzenie się z wydarzeniami - zarówno tymi z dzieciństwa, jak i obecnymi: .

"Przez pięć lat próbowałem napisać powieść o życiu i śmierci mojego ojca, świetnie funkcjonującego nauczyciela, który w wieku 40 lat nagle się rozwiódł, zmienił styl życia i zaczął pić. Nie wychodziło mi. W pewnym momencie postanowiłem opisać to bez żadnej fikcji, domysłów. I wtedy coś się we mnie poluzowało. Każdy tom można czytać jak oddzielną całość. Sam czułem, że żyję życiem, którego nie chcę. Opisuję je w drugim tomie.***

Walczyłam wraz z bohaterem - autorem - Karlem Ove Knausgaardem -  zmagając się z ojcem, bratem, życiem.  Opisał swoją historię - najprawdziwszą. I ta prawda jest wstrząsająca, przejmująca. Jednak mimo tego powieść często zaskakuje trafnością opisu rzeczywistości, mówi o uczuciach bliskich każdemu.
Uwielbiałam fragmenty, w których wydarzenia prowokowały autora do rozważań filozoficznych - jak choćby ten na początku.

W internecie znalazłam tekst Krzysztofa Vargi:

"Jako 39-letni autor dwóch fabuł postanowił napisać wielki cykl autobiograficzny, i to bez żadnego kamuflażu - narratorem wszak jest dobiegający czterdziestki pisarz Karl Ove Knausgard, relacjonujący nam swoje dzieciństwo, dorastanie, lata szkolne, studenckie, pierwsze próby pisarskie, dziennikarskie, zakładanie zespołu rockowego i grę w amatorskim zespole piłkarskim, relacje z rodzicami, małżeństwo i ojcostwo, wreszcie clou opowieści, klasyka klasyk literatury światowej, mianowicie figura surowego ojca i głęboko wrośnięta trauma dorosłego chłopca, który nigdy prawdziwej ojcowskiej miłości nie zaznał"**





"Jeżeli już porównywać, to język Knausgarda w zestawieniu z rozbuchaną frazą Prousta jest zimny jak woda w fiordach, przezroczysty jak sopel lodu i jasny jak wieczne śniegi. Frazę tworzącego w Szwecji norweskiego pisarza można zaś porównać do mebli z Ikei - prostota, funkcjonalizm, brak ozdobników, łatwość montażu. Żadnego efekciarstwa, pewnego rodzaju sterylność narracji, deficyt zdań, które byłyby piękne literacko, ale nie wnosiłyby do historii niczego prócz walorów estetycznych"**

Niektóre fragmenty były tak odważne, że nie potrafiłam im przyklasnąć, ale starałam się zrozumieć. Jak choćby ten o rodzinie.

"Jeżeli Heidi (młodsza córka) zaśnie w wózku, siadamy w kawiarni z Vanją (starsza córka)  - ona uwielbia chwile, które może spędzić z nami sama, siedzi ze swoją lemoniadą i buzia jej się nie zamyka, pyta o wszystko: czy niebo jest przymocowane na stałe, czy coś może zatrzymać jesień i czy małpy mają szkielet. Nawet jeśli uczucie radości, jakie potrafi mnie ogarnąć w takich chwilach, nie jest burzliwe, może raczej przypomina zadowolenie albo spokój, to jednak jest radość. Może nawet, w wyjątkowych momentach, szczęście. I czy to nie wystarczy? czy to nie wystarczy? Owszem, gdyby szczęście było moim celem, toby wystarczyło. Ale moim celem nie jest szczęście, nigdy nim nie było. Po co mi ono? Moim celem nie była też rodzina (...)"*

"Dla rodziny zrobię wszystko, co muszę, to mój obowiązek. Życie nauczyło mnie jednego:znosić je, nigdy nie zadawać o nie , a tęsknotę, która się rodzi, spalać podczas pisania. [...] dlaczego stawiam obowiązek przed szczęściem? Pytanie o szczęście jest banalne, ale nie jest banalne pytanie, które następuje po nim, pytanie o sens. Łzy napływają mi do oczu, gdy patrzę na piękny obraz, ale nie wtedy, kiedy patrzę na moje dzieci. to nie znaczy, że ich nie kocham, bo kocham je całym sercem, to oznacza po prostu, że sens, jaki ze sobą niosą, nie jest w stanie wypełnić życia. Przynajmniej mojego(...)"*

CasaBlanka wypełnia moje życie, buduje w nim tyle zamków, że natychmiast ruszam, by zwiedzić każdy. Niektóre mają wysokie wieże złożone z takich pytań, że dotarcie wymaga ode mnie delikatności i finezji.
Inne mają kręte korytarze i zakamarki, a tam śmiejące się oczy i nowe wyzwania, których się nie boi.
Jej radość jest moją radością, jej wzruszenie moim wzruszeniem. I łza niejedna otarta, gdy na nią patrzę, gdy jej słucham. I jak tu poklepać Knausgaarda po plecach? Czy tylko ja widzę smutek w jego oczach?

A lipiec to między innymi wiejskie, sielskie klimaty w Niemczech u kuzynów. Drogi po których bieg może nie mieć końca, uginające się pod owocami krzaki jeżyn i słowa, które mówi do mnie:
-Mamo, jesteś piękna jak róża!
po pobycie wśród pól zmienione na :
- Mamo, jesteś piękna jak zboże ;)
















*Karl Ove Knausgaard Moja walka

**Tytuł z Hitlera, metoda z Ikei. Knausgard pisze, Varga się zachwyca (recenzja), Krzysztof Varga Gazeta Wyborcza 

 ***Rozmowa Katarzyny Bielas z Karlem Ove Knausgardem  Książki. Magazyn do Czytania


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...