Dzisiaj.
Małe pieski, starsza dziewczynka, wielobarwne konie.
Kolega spotkany po latach i dzieci nasze zabiegane za sobą.
Dotknęłam wyraźniej upływającego czasu.
Dzień nosił porzeczkowe korale.
środa, 31 lipca 2013
niedziela, 28 lipca 2013
Po mianowaniu w "Tajemniczym ogrodzie" zachłanniejsza na świat.
Frances Hodgson Burnett Tajemniczy ogród
Tutaj zasiadam... .
Morwa, orzech, śliwka, wiśnia - ułożone alfabetycznie uginają się lekko pod ciężarem owoców.
Wiśnie i morwa gościły już na stole.
Pod płotem mały krzaczek malin znaleziony wśród dzikich róż.
Lampeduzianka leżakuje w wózeczku, a ja wtedy przerywam czytanie, by cieszyć się tym moim malutkim przykamienicznym miejscem na ziemi. Pierwsze wspólne lato - dopiero się poznajemy.
Od wtorku zachłanniejsza na świat jestem, strony powieści - nawet dwóch - przewracam z szelestem, widzę więcej niż przepisy dotyczące oświaty, Karta Nauczyciela - jestem, po egzaminie,wolna i mianowana :)
I tyle znaczą dla mnie słowa z lektury (Tajemniczy ogród), którą w ciągu roku przybliżam dzieciom!
Jak łatwo można dać się zniewolić wydarzeniom, które przed nami - tym, które wymagają poświęcenia czasu, wysiłku i zaprezentowania siebie ( prezentacja z tego, co zrobiłam w czasie 2 lat i 9 miesięcy i pytania ekspertów o znajomość prawa oświatowego ). Rozpoczęłam od słów Korczaka, do których dążę :
Dobry wychowawca,
który nie wtłacza a wyzwala,
nie ciągnie a wznosi,
nie ugniata a kształtuje,
nie dyktuje a uczy,
nie żąda a zapytuje – przeżyje wraz
z dziećmi wiele natchnionych chwil.
i płynęłam z nurtem... .
![]() |
| Blueberry pie - przepis znaleziony na blogu Żywot Żarłonia |

wtorek, 9 lipca 2013
Słysząc pytanie: "Mamo, jesteś tak szczęśliwa?" przykładam do ucha szept zdziwienia.
Nie bój się wierzyć
U nas intelektualnie i do tego z pięknie wymawianym -r- :
"Piętki lubią czerwone być"
"Mamo, jesteś tak szczęśliwa? "
" -Zobacz bajka leci.
-Mamo, to nie bajka, to ekran!"
Ostatnio przymierzając moje buty i wybierając taki na najwyższym obcasie:
"- Ten za duży, o a ten jest superelegancki !!!"
Dla czytelnika dobre opowiadanie może być błogosławionym przeżyciem. Potrafi na zawsze zmienić perspektywę, zadziwić, poruszyć serce, rozśmieszyć. Ma to do siebie, że można je przeczytać w "czasie realnym" - na przykład jadąc autobusem do szkoły czy pracy, podczas obiadu albo przed zaśnięciem. Jest psychologiczną całością i dlatego działa z impetem: inicjuje energię, kulminuje ją i w końcu terapeutycznie wygasza, doprowadzając do małego katharsis. Jest jak pojedynczy treściwy kęs. Dobre - na długo zostaje w pamięci i czasami powraca tak samo intensywnie, jak prywatne wspomnienie.
Olga Tokarczuk
Ostatnio po drodze mi było do katharsis.
Zatrzęsło mną, zaszlochało, zawładnęło, zadudniło w sercu, rozładowało.
Teatr tańca, gdzie ruch wyznaczały słowa, a interpretacja była ukryta głęboko pod "gęsią", w pewnych momentach, skórą i dla każdego mogła być inna.
Dialog prowadzony czasem pomiędzy matką a córką, a niekiedy siostrzany.
Niełatwy, emocjonalny do szpiku, do odgadnięcia.
"Zgaś", "zapal", "nie odchodź" "opowiem ci historię..."
"Gdzie jesteśmy" "Musimy poszukać miejsca, gdzie mogłybyśmy zdjąć buty"
"-Głęboko śnimy, nic nas nie może obudzić.
- Nawet burza?
-Nawet burza!"
Zawieszone między światami, ograniczone przestrzenią, a wszystko jakby w rytmie odgłosów przestrzeni kosmicznej z pogłosem ich słów. Szukające miejsca, gdzie można zdjąć buty, które wymownie kontrastowały z białym strojem. Taniec utuleń, wzmocnień, wsparcia.
Może to, że teraz już jestem mamą i relacje tak mi bliskie niekiedy przemykały mi po głowie.
Dziecięce lęki, matczyne niepokoje i troskliwości.
Po zakończeniu chciałam uściskać aktorki, podziękować, ale już wtedy nie panując nad emocjami, wiedziałam, że przy nich nie powstrzymam już dłużej szlochu.
Spektakl Dlaczego umieramy zagrany w ramach Międzynarodowych Spotkań Artystycznych Experyment 2013
temu zawierzyć
co niemierzalne
nie bój się wierzyć
z sobą się zmierzyć
osiągać z wiarą
nieosiągalne
nie bój się drogi
drogi przestrogi
uważnie słuchaj
i szept milczenia
szept zadziwienia
przyłóż do ucha
.
. Emilia Waśniowska Nie bój się
U nas intelektualnie i do tego z pięknie wymawianym -r- :
"Piętki lubią czerwone być"
"Mamo, jesteś tak szczęśliwa? "
" -Zobacz bajka leci.
-Mamo, to nie bajka, to ekran!"
Ostatnio przymierzając moje buty i wybierając taki na najwyższym obcasie:
"- Ten za duży, o a ten jest superelegancki !!!"
Dla czytelnika dobre opowiadanie może być błogosławionym przeżyciem. Potrafi na zawsze zmienić perspektywę, zadziwić, poruszyć serce, rozśmieszyć. Ma to do siebie, że można je przeczytać w "czasie realnym" - na przykład jadąc autobusem do szkoły czy pracy, podczas obiadu albo przed zaśnięciem. Jest psychologiczną całością i dlatego działa z impetem: inicjuje energię, kulminuje ją i w końcu terapeutycznie wygasza, doprowadzając do małego katharsis. Jest jak pojedynczy treściwy kęs. Dobre - na długo zostaje w pamięci i czasami powraca tak samo intensywnie, jak prywatne wspomnienie.
Olga Tokarczuk
Ostatnio po drodze mi było do katharsis.
Zatrzęsło mną, zaszlochało, zawładnęło, zadudniło w sercu, rozładowało.
Teatr tańca, gdzie ruch wyznaczały słowa, a interpretacja była ukryta głęboko pod "gęsią", w pewnych momentach, skórą i dla każdego mogła być inna.
Dialog prowadzony czasem pomiędzy matką a córką, a niekiedy siostrzany.
Niełatwy, emocjonalny do szpiku, do odgadnięcia.
"Zgaś", "zapal", "nie odchodź" "opowiem ci historię..."
"Gdzie jesteśmy" "Musimy poszukać miejsca, gdzie mogłybyśmy zdjąć buty"
"-Głęboko śnimy, nic nas nie może obudzić.
- Nawet burza?
-Nawet burza!"
Zawieszone między światami, ograniczone przestrzenią, a wszystko jakby w rytmie odgłosów przestrzeni kosmicznej z pogłosem ich słów. Szukające miejsca, gdzie można zdjąć buty, które wymownie kontrastowały z białym strojem. Taniec utuleń, wzmocnień, wsparcia.
Może to, że teraz już jestem mamą i relacje tak mi bliskie niekiedy przemykały mi po głowie.
Dziecięce lęki, matczyne niepokoje i troskliwości.
Po zakończeniu chciałam uściskać aktorki, podziękować, ale już wtedy nie panując nad emocjami, wiedziałam, że przy nich nie powstrzymam już dłużej szlochu.
Spektakl Dlaczego umieramy zagrany w ramach Międzynarodowych Spotkań Artystycznych Experyment 2013
wtorek, 25 czerwca 2013
Szukam łagodzeń po (za krótkiej) wiośnie.
Krótka drzemka -
budzę się,
Wiosna minęła.
Buson (1715-1783)
Zdjęcie ogródkowe, jeszcze bardzo wiosenne.
Gołe gałęzie orzecha jak pajęczyny owinęły swoim cieniem szopki.
Lampeduzianka notuje teraźniejszość.
Uchwycona i zamknięta w chwili.
W chusteczce na głowie jak w wianuszku myśli.
Ja patrzę w spokojną toń.
Tylko patrzę, bo u mnie nie tak gładko.
Rzucam Tetmajerem i jego Morzem w to moje - helskie.
Wystarczy chwila, jedno spojrzenie i jest łatwiej - po prostu.
Siły zbieram, dotykam czasu, zachwyty przerzucam przez ramię i ruszam do przodu.
W połowie lipca awans i związana z nim obrona. Szukam łagodzeń.
Bezstresu.
Bezkresu.
Bezinteresowności,
Bezmiaru,
Bezchmurności,
Bezdeszczowości,
Bezkonfliktowości,
Bezdyskusyjnie szukam
i Bezwzględnie:
za Dawidem Podsiadło Spuszczam ze smyczy każdą meczącą mnie myśl
budzę się,
Wiosna minęła.
Buson (1715-1783)
Gołe gałęzie orzecha jak pajęczyny owinęły swoim cieniem szopki.
Lampeduzianka notuje teraźniejszość.
Uchwycona i zamknięta w chwili.
W chusteczce na głowie jak w wianuszku myśli.
Ja patrzę w spokojną toń.
Tylko patrzę, bo u mnie nie tak gładko.
Rzucam Tetmajerem i jego Morzem w to moje - helskie.
Wystarczy chwila, jedno spojrzenie i jest łatwiej - po prostu.
Siły zbieram, dotykam czasu, zachwyty przerzucam przez ramię i ruszam do przodu.
W połowie lipca awans i związana z nim obrona. Szukam łagodzeń.
Bezstresu.
Bezkresu.
Bezinteresowności,
Bezmiaru,
Bezchmurności,
Bezdeszczowości,
Bezkonfliktowości,
Bezdyskusyjnie szukam
i Bezwzględnie:
za Dawidem Podsiadło Spuszczam ze smyczy każdą meczącą mnie myśl
wtorek, 11 czerwca 2013
"Pięściami walczącego marzenia" uderzam w carillony gdańskie
Miasto wśrubowało się w ziemię
pięściami walczącego marzenia
Człowiek
odziany w walce upału
zamieszkał w swojej własnej dłoni
Niebo:
karta tytułowa zaginionej książki
Tadeusz Peiper Miasto
Ostatnio bujne chwile poza domem.
Wycieczka mojej klasy ( i jeszcze dwóch piątych ) do Gdańska (Sopot i Hel pomiędzy),
z odnalezionymi zachwytami i słońcem, w którego objęcia pchała się niejedna malownicza kamieniczka.
Wśród pięknych miejsc odnajduję jakąś siłę. Podmuch zachwytu pcha mnie do przodu.
Oglądam, słucham, dotykam, przystaję, zamykam oczy.
Jestem blisko, bliżej, najbliżej i wybucham słowem.
Wysypują się ze mnie na chodnik, spadają pod nogi tych, co obok mnie.
A ja czuję jakiś smutek, bo mnie ma przy mnie tych, co znaczą najwięcej,
rozumieją już prawie bez słów.
Teraz do ich grona dołączyła Lampeduzianka.
Tyle chcę jej pokazać, podziwiać zdziwienia, widzieć radość, zachwyty chwytać
i słuchać jej pytań o świat.
Cecha pielgrzyma
Pewien dawny znajomy powiedział mi, że nie lubi
podróżować sam. Chodzi o to, że kiedy zobaczy coś
niezwykłego, nowego, pięknego, tak bardzo chce się
podzielić tym z kimś drugim, że czuje się nieszczęśliwy,
gdy nie ma z kim.
Według mnie nie nadaje się na pielgrzyma.
Olga Tokarczuk Bieguni
Gdy czytałam Biegunów, zakreśliłam także ten fragment.
I ze mnie żaden pielgrzym.
Po powrocie mogłam oddychać już tylko przy Lampeduziance tańczącej w rytm moich stęsknień.
Trzy dni - dwie noce poza przytuleniem zrobiły swoje.

pięściami walczącego marzenia
Człowiek
odziany w walce upału
zamieszkał w swojej własnej dłoni
Niebo:
karta tytułowa zaginionej książki
Tadeusz Peiper Miasto
Ostatnio bujne chwile poza domem.
Wycieczka mojej klasy ( i jeszcze dwóch piątych ) do Gdańska (Sopot i Hel pomiędzy),
z odnalezionymi zachwytami i słońcem, w którego objęcia pchała się niejedna malownicza kamieniczka.
Wśród pięknych miejsc odnajduję jakąś siłę. Podmuch zachwytu pcha mnie do przodu.
Oglądam, słucham, dotykam, przystaję, zamykam oczy.
Jestem blisko, bliżej, najbliżej i wybucham słowem.
Wysypują się ze mnie na chodnik, spadają pod nogi tych, co obok mnie.
A ja czuję jakiś smutek, bo mnie ma przy mnie tych, co znaczą najwięcej,
rozumieją już prawie bez słów.
Teraz do ich grona dołączyła Lampeduzianka.
Tyle chcę jej pokazać, podziwiać zdziwienia, widzieć radość, zachwyty chwytać
i słuchać jej pytań o świat.
Cecha pielgrzyma
Pewien dawny znajomy powiedział mi, że nie lubi
podróżować sam. Chodzi o to, że kiedy zobaczy coś
niezwykłego, nowego, pięknego, tak bardzo chce się
podzielić tym z kimś drugim, że czuje się nieszczęśliwy,
gdy nie ma z kim.
Według mnie nie nadaje się na pielgrzyma.
Olga Tokarczuk Bieguni
Gdy czytałam Biegunów, zakreśliłam także ten fragment.
I ze mnie żaden pielgrzym.
Po powrocie mogłam oddychać już tylko przy Lampeduziance tańczącej w rytm moich stęsknień.
Trzy dni - dwie noce poza przytuleniem zrobiły swoje.

czwartek, 30 maja 2013
"Świat ten jest dla mnie" "Melancholią" wypowiedziany.
Zagubiona pomiędzy wydarzeniami zatrzymałam na chwilę bicie mojego blogowego serca.
Wracam zaległym postem.
Świat ten jest dla mnie i jam jest dla świata,
który ciężarem serce mi rozgniata
jak nieprzytomny kochanek.
Daję mu wszystko nie trwożąc się o nic,
choć grozi śmiercią, którą trzyma w dłoni,
mnie, najwierniejszej z kochanek.
Zabawki, skarby, umarłe motyle
kładzie przede mną i leżą przez chwilę,
aż znów je wicher rozmiecie.
Całuję usta jego wieloustne:
mów o miłości, nim na zawsze usnę
w objęciach twoich, mój świecie.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Światu
TVP2 Kocham Kino Melancholia Larsa von Triera.
Dwa filmowe cytaty - pierwszy prezent od męża na nową drogę życia:
Proszę usiądź. Miałem ci to dać jutro. Znalazłem sady dla nas.
Jabłonie Empire. Wszystkie jasnoczerwone, bardzo słodkie.
I wystarczająco kwaśne. Miałem takie, gdy byłem mały.
Piękne co nie? I za dziesięć lat, gdy drzewa podrosną... będziesz odpoczywać w ich cieniu.
Jeżeli znów poczujesz smutek... to one cię uszczęśliwią.
Drugi - rozmowa między siostrami:
-Chcę, żebyśmy byli razem gdy nadejdzie czas. Może na tarasie. Pomóż mi Justine.Chcę to zrobić właściwie.
-Więc lepiej się pośpiesz.
-Może wspólny kieliszek wina?
-Chcesz, żebyśmy napili się wina na tarasie?
-Tak, zrobisz to dla mnie? A może coś zaśpiewamy?Dziewiątą symfonię Beethovena.Coś w tym rodzaju?Może zapalimy świece?
-Chcesz siedzieć na tarasie.Śpiewać. I pić wino.
-Tak.To, by mnie uszczęśliwiło.
-Wiesz co o tym myślę?
-Nie.Miałam nadzieję, że ci się spodoba.
-Myślę, że to gówniany pomysł.
-Chcę, żeby było miło.
-Miło?
Nie potrafiłam Melancholii odmówić, mimo iż pamiętałam obrazy, emocje po seansie w kinie - stygnące długo,dopadające pomiędzy jedną zamkniętą powieką, a drugą. Podarowałam sobie dźwięk kinowy, bo w słuchawkach. Pan Tau pomiędzy stronami książki, ale już w sypialni.
Lampeduzianka zamknięta w swoim delikatnym śnieniu.
Usiadłam pod kocem i znikałam powoli w Justine i Claire - siostrach, z których jedna nie radzi sobie
z życiem... .
Słowami nie oddam tego świata, do którego mimo wszystko tak łatwo się dostać.
Kruchość człowieka zdumiewa mnie tak samo jak jego siła.
Uwielbiam ten rodzaj smutku, który tłucze się po duszy, łzy, które nie chowają się, a szukają ujścia.
O dreszcz przyprawiają mnie sceny, w których już wiemy, że nadejdzie to, co i tak dla każdego nadejść musi - tu przybiera formę końca świata, a nie pojedynczych, samotnych śmierci.
Gdy bohaterce ze strachu brakuje powietrza, ja momentalnie zaczynam łapać go wraz z nią i ćwiczyć spokojny, miarowy oddech.
A obrazy są tak sugestywne, mocne i zniewalające, że już nie potrafię stamtąd odejść.
Słychać nawet warkot zbliżającej się planety, która niemalże pulsuje w skroniach.
Potem długo nie mogę zasnąć - noc poszarpana przez pół sen, pół myśli.
Po drugiej stronie, a może właściwie to obok leżą Muminki, czytane w tym czasie.
Ogarnia mnie melancholia - westchnęła Panna Migotka
Muminek obserwował ponury krajobraz i zastanawiał się nad Ziemią, która musi się chyba bardzo bać,
widząc zbliżającą się ognistą kulę. Myślał też o tym, jak bardzo on sam, kocha to wszystko
czego tu brak: i las, i morze, deszcz i wiatr, świecące słońce, trawę i mech, i jak niemożliwe by było
bez tego żyć.
Kometa nad Doliną Muminków
czwartek, 4 kwietnia 2013
Malina Prześluga i Robert Romanowicz widnieją już na moich Kartach Mocy
Chcę pomóc dzieciom oswoić przedmioty i zjawiska, które nie zawsze są
jednoznacznie piękne.
Z nimi przecież też się stykamy. Nie na wszystko trzeba mówić od razu "Fuj! Nie chcę mieć z tym do czynienia!". W jednej z moich sztuk pojawia się postać reklamówki foliowej ze sklepu Żabka.
Ta reklamówka jest święcie przekonana, że jest żabą. Jeżeli w tych zwykłych przedmiotach odnajdzie się jakiś rodzaj magii, to się człowiek nigdy nie będzie nudził, świat nie będzie szary, zawsze znajdzie się w nim coś fascynującego.
Malina Prześluga ( Gazeta.pl Poznań)
To, co tworzy Malina Prześluga, znane mi było już wcześniej.
Koleżanka z pracy przygotowała przedstawienie na podstawie jej sztuki Najmniejszy Bal Świata,
w którym bohaterami są Oczko w Rajstopie czy Gęsia Skórka.
Już wtedy wiedziałam, że mówi również do mnie, że jej światy, jej bohaterowie to moja rzeczywistość.
Z Ziuzią spotkałam się w bibliotece.
Spojrzałyśmy na siebie i wiedziałam, że zostaniemy przyjaciółkami.
To jak wygląda, zawdzięcza Robertowi Romanowiczowi, który zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia.
Lampeduzianka jeszcze troszkę poczeka, bo za duża jeszcze Ziuzia dla niej, ale w przyszłości to będzie się działo.
Codzienność Ziuzi i jej rodziny jest jak nakrycie głowy autorki na zdjęciu z okładki (ja widzę spódnicę w grochy).
I u nas już magia słów Lampeduzianki jej "Czary-mary, hopu-skopu" trącają o Ziuziowy świat.
Zwierzątka "na niby" które mi podaje, mówiąc - O zobać, kotek jest! Pogłaskam!
Rozmowy, które prowadzi z przytulanką w łóżeczku przed snem i opowieści, które jej wymyśla - takie na dobry sen swój i towarzysza snu. A i dla mnie nasza rzeczywistość niekiedy nieprawdopodobna jak ta oniryczna.
Niżej moje ukochane fragmenty.
Na blogu ilustratora Roberta Romanowicza znalazłam poniższy bajeczny rysunek i taki oto opis do niego:
Na świecie spotkać można przeróżne stworzenia latające, lecz tylko jedno z nich jest tak niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, ognisty ptak Cho Cho. Na co dzień żyje w krainie chłodu, skąd dostarczane są do naszych sklepów smakowite, kolorowe lody. Toro, wierny przyjaciel Cho Cho, odziany w ciepłe futro pomyślał, że można byłoby zacząć serwować ogniste lody. Na razie trwają testy, ale już niebawem będziemy mogli delektować się tym przysmakiem. Ja oczekuję delicji z niecierpliwością.
Z nimi przecież też się stykamy. Nie na wszystko trzeba mówić od razu "Fuj! Nie chcę mieć z tym do czynienia!". W jednej z moich sztuk pojawia się postać reklamówki foliowej ze sklepu Żabka.
Ta reklamówka jest święcie przekonana, że jest żabą. Jeżeli w tych zwykłych przedmiotach odnajdzie się jakiś rodzaj magii, to się człowiek nigdy nie będzie nudził, świat nie będzie szary, zawsze znajdzie się w nim coś fascynującego.
Malina Prześluga ( Gazeta.pl Poznań)
To, co tworzy Malina Prześluga, znane mi było już wcześniej.
Koleżanka z pracy przygotowała przedstawienie na podstawie jej sztuki Najmniejszy Bal Świata,
w którym bohaterami są Oczko w Rajstopie czy Gęsia Skórka.
Już wtedy wiedziałam, że mówi również do mnie, że jej światy, jej bohaterowie to moja rzeczywistość.
Z Ziuzią spotkałam się w bibliotece.
Spojrzałyśmy na siebie i wiedziałam, że zostaniemy przyjaciółkami.
To jak wygląda, zawdzięcza Robertowi Romanowiczowi, który zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia.
Lampeduzianka jeszcze troszkę poczeka, bo za duża jeszcze Ziuzia dla niej, ale w przyszłości to będzie się działo.
Codzienność Ziuzi i jej rodziny jest jak nakrycie głowy autorki na zdjęciu z okładki (ja widzę spódnicę w grochy).
I u nas już magia słów Lampeduzianki jej "Czary-mary, hopu-skopu" trącają o Ziuziowy świat.
Zwierzątka "na niby" które mi podaje, mówiąc - O zobać, kotek jest! Pogłaskam!
Rozmowy, które prowadzi z przytulanką w łóżeczku przed snem i opowieści, które jej wymyśla - takie na dobry sen swój i towarzysza snu. A i dla mnie nasza rzeczywistość niekiedy nieprawdopodobna jak ta oniryczna.
Niżej moje ukochane fragmenty.
Na blogu ilustratora Roberta Romanowicza znalazłam poniższy bajeczny rysunek i taki oto opis do niego:
Na świecie spotkać można przeróżne stworzenia latające, lecz tylko jedno z nich jest tak niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, ognisty ptak Cho Cho. Na co dzień żyje w krainie chłodu, skąd dostarczane są do naszych sklepów smakowite, kolorowe lody. Toro, wierny przyjaciel Cho Cho, odziany w ciepłe futro pomyślał, że można byłoby zacząć serwować ogniste lody. Na razie trwają testy, ale już niebawem będziemy mogli delektować się tym przysmakiem. Ja oczekuję delicji z niecierpliwością.
sobota, 30 marca 2013
czwartek, 14 marca 2013
Zaspy zamyślenia na ulicy Czereśniowej
Wychodzimy z zimy trochę bladzi
Trochę jakby z zaspy zamyślenia... Adam Ziemianin
Mimo iż lornetką pragnienia próbujemy dostrzec wiosenne projekcje,
zima uniemożliwia nam seans.
Szukamy w ogródku (naszym), gdzie wiosenna praca jeszcze nietknięta, tych w których nikt nie wierzy.
Zimowy sen wciąż trwa.
Tak bardzo chciałabym się już obudzić.
– Widzisz – powiedziała – tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagubione. Niektóre rodzaje nocnych zwierząt i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy... Trzymają się na uboczu cały rok. A potem kiedy jest spokojnie i biało i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym – wtedy wychodzą.
Tove Jansson Zima Muminków
A na sznurze zamiast prania smaganego ciepłym powietrzem, wciąż jeszcze zimowe książeczki.
Znamy już wszystkich bohaterów ulicy Czereśniowej i zimowe przygody opowiadamy sobie wspólnie, choć w książce nie pada ani jedno słowo. Czekamy z utęsknieniem na Wiosnę na ulicy Czereśniowej .
Jest jeszcze O zimie - gdzie ilustracje delikatne, zwiewne - mimo zimowej aury.
Mój tajemniczy ogród świata
Nadzieja
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.
Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.
Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.
Czesław Miłosz
Pierwsze ogródkowe zdjęcia z późnej wiosny, kiedy jeszcze bezpańsko stał wiele lat i powoli zapominał zapach dłoni grzebiącej niegdyś w jego progach.
Malutka nadzieja była, że będzie nasz.
Teraz staję przy furtce i głaszczę kłódkę.
I choć nie wiem nic o pielęgnacji ziemi,
to jednak mam nadzieję, że zapał z oddaniem zrobią swoje.
I zielone drzwi do szopki, drzwi, których już nie ma.
Otworzyłam za to te w sobie na pierwszą wiosnę we własnym przykamienicznym ogródku.
Trochę jakby z zaspy zamyślenia... Adam Ziemianin
Mimo iż lornetką pragnienia próbujemy dostrzec wiosenne projekcje,
zima uniemożliwia nam seans.
Szukamy w ogródku (naszym), gdzie wiosenna praca jeszcze nietknięta, tych w których nikt nie wierzy.
Zimowy sen wciąż trwa.
Tak bardzo chciałabym się już obudzić.
– Widzisz – powiedziała – tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagubione. Niektóre rodzaje nocnych zwierząt i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy... Trzymają się na uboczu cały rok. A potem kiedy jest spokojnie i biało i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym – wtedy wychodzą.
Tove Jansson Zima Muminków
A na sznurze zamiast prania smaganego ciepłym powietrzem, wciąż jeszcze zimowe książeczki.
Znamy już wszystkich bohaterów ulicy Czereśniowej i zimowe przygody opowiadamy sobie wspólnie, choć w książce nie pada ani jedno słowo. Czekamy z utęsknieniem na Wiosnę na ulicy Czereśniowej .
Jest jeszcze O zimie - gdzie ilustracje delikatne, zwiewne - mimo zimowej aury.
Mój tajemniczy ogród świata
Nadzieja
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.
Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.
Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.
Czesław Miłosz
Pierwsze ogródkowe zdjęcia z późnej wiosny, kiedy jeszcze bezpańsko stał wiele lat i powoli zapominał zapach dłoni grzebiącej niegdyś w jego progach.
Malutka nadzieja była, że będzie nasz.
Teraz staję przy furtce i głaszczę kłódkę.
I choć nie wiem nic o pielęgnacji ziemi,
to jednak mam nadzieję, że zapał z oddaniem zrobią swoje.
I zielone drzwi do szopki, drzwi, których już nie ma.
Otworzyłam za to te w sobie na pierwszą wiosnę we własnym przykamienicznym ogródku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































