poniedziałek, 31 października 2011

Umiejętności lampeduzańskie.

A za nami już pierwsze raczkowanie, które już pod koniec sierpnia było pełzaniem, a jakiś miesiąc temu zmieniło się w piękne i pełne raczkowanie i to z zadziwiającą prędkością, a i głośne, bo panelowe człapanie słychać może nawet u sąsiada :)

Od dwóch tygodni jest też wspinaczka meblowa, która być może przygotowuje w przyszłości do skałkowej, bądź wysokogórskiej. Stanie na nogach to teraz najlepsza przygoda.

A Lampeduza Alicją po drugiej stronie lustra...

niedziela, 16 października 2011

Nie dopisuję, choć mam to ciągle w zamyśle... od jutra słyszane tak często w sobie, lecz czas nie jest dla mnie łaskawy, omija mnie z daleka ostatnio, bo wróciłam do pracy, a później Lampeduzy moc obejmuje mnie najsilniej.
A w czwartek Dzień Nauczyciela na słodko, od dzieci też słodszych tego dnia, czekoladowych jak prezenty od nich otrzymane, a i różami usłali mi drogę do domu.

niedziela, 2 października 2011

Październikowe mgieł objęcia

Poranne mleko rozlane w powietrzu zaowocowało letnią pogodą, spacerem niejednym, spotkaniem na zamku.
A wczoraj u znajomych domowych nalewek moc nie dla mnie, choć łyczek rumieńcem mnie oblał.
A Lampeduzianka w Zwierciadle się przeglądająca...

czwartek, 1 września 2011

We wtorek podczas spaceru zostały odnalezione dwie dolne kreseczki zębów, jeszcze nie przebiły się całkowicie, ale Pani Lampeduza Dziąsełko zmienia się powoli w Panią Lampeduzę Ząbek... .

A od dwóch tygodni pełzając przemierza przestrzenie salonu - wzniesiony wokół miejsca zabawy Chiński Mur nie straszny i forsowany regularnie, a za nim fascynująca kraina Kabli, niezbadane miasto zwane Podstołem, kominkowy zamek i mnóstwo najcenniejszych skarbów w postaci porzuconych kapci i wszystkiego co napotka po drodze.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

sobota, 13 sierpnia 2011

Gość najmniejszy, a wielki...

Pierwszy raz widziany, jeszcze wszystko wiedzący, choć widzący na razie niewiele człowiek w wieku motylim przysiadł przy Lampeduzie-kuzynce.

Lampeduzy półświęto

Pół roku nie pozostawia obojętnym, a objętym objęciem obłym, bo ósemkowym, klepsydrowym, w którym Lampeduzi wiek przesypuje się delikatnie w czasie. Spóźniony wpis o dni pięć.

sobota, 23 lipca 2011

Pierwsze noce poza domem

Wczoraj dotarliśmy na miejsce z Lampeduzą. Dzisiejszy poranek łaskawie połaskotał nas nieśmiałym słońca promieniem i ogląd miejsca z jeziorem widzianym z tarasu zamienił się w spacer do wioski. Smutne twarze mieszkańców spotkanych pod jedynym sklepem mówiły jedno - zabawy przy orkiestrze i innych atrakcji związanych z Steklnadą nie będzie. Kilka zdjęć w drodze powrotnej.

Rankiem natknęłam się na wywiad Barbary Pietkiewicz z Olgą Morawską - wdową po Hilmalaiście Piotrze Morawskim, w którym opowiada o nagłej śmierci bliskiej osoby: [...] znam śmierć. Ona człowieka zabiera. Jest się kimś innym. Nie chce się jeść, a nawet się o jedzeniu nie pamięta. Nie można spać. Coś czarnego we mnie wchodziło, jakaś mgła. Miałam poczucie, że mnie dusi, zabija. Przychodziło i odchodziło na zmianę. Nie ma słów. Można powtórzyć jak echo - nie ma słów.
 Jest tam też o przywykaniu do samotności: Pracowałam nad nią już wtedy, kiedy Piotrek żył i wyjeżdżał w góry, oswajałam ją. W końcu stała się normalnością. Nawet ją polubiłam. Cieszyłam się na wieczory z książką, kiedy moi synowie już spali, a ja sama decydowałam, co się będzie dziać.
Samotność można oswoić, przyzwyczaić się do niej, tak jak do wielu rzeczy, które ciężko nam sobie wyobrazić. Ja bym jednak nie chciała oswajać samotności. Cieszę się, że Pan Tau jest - codziennie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...