Zaczynamy od jesieni, bo wtedy wszystko się zmieniło.
Lubię jesień bardziej niż inne pory roku za jej mgliste poczucie celowości,
niedoświetlone poranki, ogniska, pieczone ziemniaki, nostalgię, kasztany i fajerwerki.
Sophie Dahl - Apetyczna Panna Dahl
Rzadko obecna.
Jesienna już jestem i kuchenna, pomiędzy subtelnym jeszcze zachwytem tym, co za oknem i coraz odważniejszym spojrzeniem na to, co we wnętrzu odnowionej kuchni - tej wyczekanej.
I pasują do niej książki kucharskie, które czytam częściej i oglądam niż wykorzystuję w praktyce.
Ta książka ze zdjęcia otwarta na stronie, gdzie widnieje napis : mocna herbata i Miles Davis zaczyna się tak:
Był koniec września. Miałam osiemnaście lat i właśnie zupełnie bezceremonialnie skończyłam szkołę. Nie miałam pojęcia, czym chciałabym się zając, poza niejasną wizją, że zostanę pisarką, zamieszkam we włoskim palazzo i adorowana przez jakiegoś Włocha, który będzie codziennie wysyłał do mnie listy miłosne, będę przemykać przez rzymski rynek w sukni a la Sophia Loren z koszykiem dojrzałych, wonnych fig. Próbowałam wytłumaczyć to mojej matce w czasie lanczu , który jadłyśmy w restauracji przy Elizabeth Street w Londynie. Jakoś nie podzielała mojego entuzjazmu.
Każda pora roku zaczyna się przedmową - osobistą, do zaczytania.
Ta jesienna, którą rozpoczęłam, kończy się tak:
I wiecie co? Jestem znów w miejscu, w którym byłam, mając siedem lat, może poza koralową szminką i niepowtarzalnymi kapeluszami. Nie udało mi się umknąć przed syrenim śpiewem kuchni, której jestem nieodłączną częścią. Mówię o kuchni w sensie dosłownym i metaforycznym.
Atmosfera kuchni jest lekka i odprężająca, a budzące poczucie winy podejście do jedzenia absolutnie niedopuszczalne. Cenimy sobie uzdrawiającą moc czekolady. W kuchni jest piec, przy którym leżą psy ze schroniska... Przy oknie może stać pianino... W długie letnie dni drzwi do ogrodu są szeroko otwarte, a po kuchni lata kilka leniwych, nieżądlących pszczół. Kiedy pada, jest tu miejsce, żeby poczytać, a łyżka sama znajduje drogę do miski z ciastem. Herbatę pije się w poważnych rozmiarów filiżankach... triumfuje poczucie równowagi i humoru. To kuchnia moich dziadków, tylko z fotelem. To leniwe śniadania, przyjaciele kołyszący dzieci na kolanach, niedzielne pożegnania z obietnicą powrotu.
Uwielbiam takie historie zawieszone gdzieś pomiędzy Jajkami w koszulkach na pieczarkach z kozim serem, a Indyjskimi plackami ze słodkich ziemniaków.
U mnie w czasie niedzielnej sesji leniwy poranek ozdobił kolorowy czajnik, który wybulgotał
(bo nie ma gwizdka) melodię mocnej owocowej herbaty, a piosenka Tori
Amos o wymownym tytule- Flavor dopełniła całości.
Już pokochałam surowy (jeszcze czekający na bejcę) sosnowy delikatny stół z Ikei - przy którym wiem, że wydarzy się mnóstwo uczt - naszych malutkich - z Panem Tau i Lampeduzianką, tyleż samo słów wpadnie nam do talerzy i filiżanek, otłuścimy rogi stronom gazet i książek, zasypiemy blat gradobiciem okruchów.
I choć marzyłby mi się dom z ogrodem, z którego do kuchni zlatują się zasapane dzieci - wygłodniałe po inscenizowanych na świeżym powietrzu baśniach, to mam kuchnię na 3 piętrze i widok z pierwszego zdjęcia i tyle w niej szczęścia, że wystarcza!
poniedziałek, 28 października 2013
czwartek, 10 października 2013
"Człowiek musi się opowiedzieć" - Wiesław Myśliwski
Pisałam wcześniej o wywiadzie w Radiowej Trójce z Wiesławem Myśliwskim.
Mocna, mądra rozmowa z człowiekiem, który wiedzą onieśmiela
Sama nie wiem, jak to się stało, ale z notatek sporządzanych w trakcie wywiadu, z których pochodzą poniższe cytaty - napisałam list - chaotyczny, gorący, niepoukładany, z niedokończonymi zdaniami - wysłany zaraz po napisaniu do Redaktora audycji Z najwyższej półki. I ... przyszła książka - a było dziesięć papierowych i dziesięć elektronicznych do wygrania, ale słowa wyszły bardziej z potrzeby serca - nie spodziewałam się nagrody. Redaktor pisał, że przyszło ponad 1000 listów - czyli nie tylko moja potrzeba to była, nie tylko ja drżałam nad klawiaturą zaraz po wywiadzie.
Drogi Panie Michale!
Jakie to znamienne, że pomimo
tego iż tak bardzo chciałabym napisać do Pana ten list odręcznie z całym
wewnętrznym światem , bo jak mówi autor -człowiek jest w piśmie ręcznym.
Bo przecież "to co ważne musi być zapisane ręcznie". Chyba najbardziej cieszy mnie możliwość "opowiedzenie siebie" - to tak jak mówił autor "człowiek musi się opowiedzieć".
Dwu i pół letnią córeczkę położyłam w łóżeczku, powiedziałam jak ważna
jest dla mnie chwila z tą audycją, zasnęła natychmiast dając mi
możliwość zasłuchania.
Maż wrócił z ogrodu i wchodząc do mieszkania i widząc mnie oderwaną i notującą - dzielnie milczał. Gdy zaprosiłam do wspólnego słuchania (a szykował właśnie kolację), powiedział, że podsłuchuje.
Cudna audycja, doskonale zmontowana, mądra Panem i Rozmówcą.
Mam 33 lata i już tak bliskie mi jest pojmowanie czasu, który już za
mną . Już nie młodość, w której mogę być kim chcę, gdzie chcę - już po
konfrontacji ze światem, z rzeczywistością o której mówił pisarz, że
przecież jest ona "wewnętrznym światem człowieka" - i nie ma takiej
samej rzeczywistości dla wszystkich. Więc już skonfrontowana z moim
wewnętrznym światem, nauczycielka języka polskiego w szkole podstawowej,
żona Człowieka, którego kocham (ale "czy tym samym stopniem miłości"?
tego - jak sam pisarz- nie wiem, ale czuję, że jesteśmy blisko z wkładem
w miłość naszą) - mama Dziewczynki, za która wzięłam największą
odpowiedzialność, bo kocham ja całym sercem ("Czy stać nas na większą
odpowiedzialność niż miłość "? zapytuje autor) i kobieta, która już wie,
że to co kiedyś wydawało się wieczne dla mnie ( czyli młodość właśnie)
już teraz z prędkością mknie i jestem z każdym dniem już tylko starsza,
świadomie starsza, zawsze już starsza - bez złudzeń, bez szans na
szalone zmiany, bo przecież uwielbiam być tu, gdzie jestem, bo czuję się
bezpieczna, kochana i cieszą mnie małe zmiany, dążenia. Ważne, że z ta
nadchodzącą starością przychodzi to, że jesteśmy "coraz bardziej
świadomi, bliżsi siebie..." jak podsumowuje pisarz.
Słuchałam tego wspaniałego wywiadu i wszystko we mnie drżało, wszystko
jakby dla mnie, o mnie - niesamowite. Nie czytałam książki, a po
wywiadzie mam podobne uczucie jak Pan do książki - ten wywiad był o
człowieku, którym ja jestem.
Dziękuję Panom z całego serca
za ten czas, czas w którym refleksja za refleksją i mogłabym tak
jeszcze pisać i pisać o tym co ważne, bo chyba wszystko. Niesamowite, ze
każde zdanie było właściwie najważniejsze. A łzy popłynęły, gdy autor
mówił o młodości -smutnej, przykrej - a przecież jest tak wielkim i
mądrym człowiekiem!
Moją ręką, która "przedłużeniem głowy,
uczuć, myśli" - stukam w klawiaturę i podpis składam elektroniczny,
choć tak bardzo chciałabym odręczny. I jeżeli mogłabym dzierżyć w rękach
to Dzieło, to tylko takie, gdzie mogłabym zakreślać ołówkiem cytaty,
wąchać świeży druk i kartkować.
Pozdrawiam nocą.
wtorek, 10 września 2013
Jak to jest dorastać w świecie błękitu?
Zresztą to życie było łatwe. Niewielu ludzi na świecie
cieszy się życiem tak przyjemnym, bezproblemowym i bezrefleksyjnym. Nikt na tym
wybrzeżu nie leżał i nie zapłakiwał się z powodu popełnionych grzechów czy
braku pieniędzy, żeby nie wspomnieć o jedzeniu. Cóż za piękna gromadka,
wytworna i piękna od słońca, sportu, zdrowych potraw! Niewiele osób wie, że
istnieją takie krainy, chyba że zawitają tam na krótkie wakacje albo dowiedzą
się o nich z oszałamiających podróżniczych opowieści. Słońce i morze, morze i słońce i nieodmiennie
szum morza na plaży.
Dziewczynki dorastały
w świecie błękitu. Każda ulica kończyła się morzem, niebieskim jak ich oczy –
jak często im powtarzano. Nad głowami miały błękitne niebo, które zasnuwało się
chmurami i szarzało tak rzadko, że uznawano to za atrakcję. Wiejący równie
nieczęsto ostry wiatr, niósł ze sobą przyjemny powiew soli, a powietrze zawsze było
tu słone. Dziewczynki zlizywały sól z własnych rąk i ramion, a także sobie
nawzajem bawiąc się w szczeniaki, jak to nazywały. […]
Nieodmiennie przez całe
dzieciństwo, dniem i nocą, dziewczynkom towarzyszył szum morza, łagodny plusk
fal, niczym oddech, wyciszający i kołyszący do snu.
Doris Lessing Idealne matki
Z sobotnim niebem czytałam, z błękitem jak z kart opowiadania,
z wiatrem delikatnym przewracałam strony, z poszumem liści - między innymi tymi jesiennymi także.
I nie mogłam się oderwać.
Prosto, sugestywnie, emocjonalnie przemówiła do mnie autorka.
Szeptem, a głośno. Realnie, a jednak jak z bajki.
Świat, który pokazała niewyszukanymi słowami - i historia jak ziarenka piasku w najdelikatniejszych miejscach.
W przenikających przez głęboki cień drzewa promieniach słońca upalne błękitne powietrze, przesiąknięte atmosferą rozkoszy i szczęścia, zdawało się wydzielać wielkie krople czegoś na podobieństwo złotej mgły, którą dostrzegła tylko ona.
Doris Lessing Idealne matki
Podczas tego sobotniego ukłonu lata w naszą stronę - ogródkowe chwile z kuzynem, przekładane śliwkami, uśmiechami, słońcem, błękitem... z pewnością za mało błękitu w ciągu roku na naszym niebie. Lampeduzianka dorasta raczej pod tym szarzejącym się, ale i tak najważniejsze jest to niebo wewnętrzne, pełne promieni.
![]() |
poniedziałek, 2 września 2013
"Dniu mój [...] łączę wyrazy szacunku"
Kończy się ten dzień
Kończy się kolacją
Czyszczeniem zębów
Pocałunkiem
Ułożeniem rzeczy
Więc to był jeden dzień
z tych najcenniejszych dni
które nigdy nie wracają
Co mnie spotkało
Przeszedł minął
Od rana do nocy
Podobny do zeszłego
Dniu mój
Jedyny
Co ja zrobiłem
Co ja zrobiłem
A może tak trzeba
Wychodzić rano
Po południu wracać
Powtarzać kilka ruchów
Układać wiele rzeczy
Dniu mój
Brylancie najpiękniejszy na świecie
Domie złoty
Błękitny wielorybie
Łączę wyrazy szacunku
Tadeusz Różewicz Moje usta
Kończy się kolacją
Czyszczeniem zębów
Pocałunkiem
Ułożeniem rzeczy
Więc to był jeden dzień
z tych najcenniejszych dni
które nigdy nie wracają
Co mnie spotkało
Przeszedł minął
Od rana do nocy
Podobny do zeszłego
Dniu mój
Jedyny
Co ja zrobiłem
Co ja zrobiłem
A może tak trzeba
Wychodzić rano
Po południu wracać
Powtarzać kilka ruchów
Układać wiele rzeczy
Dniu mój
Brylancie najpiękniejszy na świecie
Domie złoty
Błękitny wielorybie
Łączę wyrazy szacunku
Tadeusz Różewicz Moje usta
Wracam.
Do rytmu i rymu dnia, który znam.
Dzieciom niejedno opowiadanie z myśli i marzeń wydobędę.
Lekturą opowiem o tym, co najważniejsze.
Jakieś dyktando przez chwilę da mi zwątpić w pisownię najprostszych słów.
Zaśmieję się, wzruszę, zasmucę, rozczaruję, by na nowo z nadzieją spojrzeć w oczy.
Nasz czas "na wszystko" do czerwca.
.
Wrzesień odciął mnie od wakacji, które dla mnie - pełne dni z Lampeduzianką i tymi mamami,
które też w szkole pracują. Tym bardziej doceniam i tym mocniej żal.
czwartek, 29 sierpnia 2013
"Ale czyż jest szczęśliwsze złudzenie niż dziecińśtwo?" Wiesław Myśliwski
Jeślibym pragnął jeszcze kimś w
życiu zostać, to tylko synem. Kiedy człowiek jest synem, to nawet gdy
widzi już drugi swój brzeg, czuje się, jakby żył wciąż w czasach swojego
dzieciństwa i czas mu tak nie leci, ani też świata nie musi się lękać, ani
sam siebie, chociaż bywa, przyzwyczaja się, że życie to to samo co
dzieciństwo, a jeśli życie to i wieczność. I gdy w końcu przyjdzie mu to
dzieciństwo opuścić, traci nagle grunt pod nogami, jakby go przemocą wydziedziczono z jego prawowitej własności. Nie może zrozumieć, bo i za późno na zrozumienie, że to tylko czas, lecz dochodzi praw swoich choćby pamięcią, domysłami, jeśli pamięć już niezaradna, tęsknotą, a zdarzy się, że i zdziecinnieje.
Wiesław Myśliwski Nagi sad
Oddałam się w ręce Wiesława Myśliwskiego po wywiadzie w radiowej Trójce - audycja Z najwyższej półki "Wiesław Myśliwski: czas teraźniejszy jest fikcją" - ale o tym w osobnym poście - jeszcze układam to w sobie.
Teraz natomiast wchodzę do Nagiego sadu i zrywam owoce słów - dorodne, przebogate, czarujące rzeczywistość i tyle tam prawd, że zatrzymuję się na dłużej, smakuję.
Liści mądrości dotykam zrozumieniem na jakie pozwala mi mój wiek.
A przecież już tak jak bohater (syn, który wspomina dzieciństwo i młodość na wsi, snując opowieści o ojcu) sięgam pamięcią do czasu, gdy byłam małą dziewczynką i kiedy to myślałam, że zawsze tak będzie.
Teraz wiem, jak bardzo się myliłam i idę i z każdym dniem, miesiącem, rokiem - w pełni świadomie- zostawiam za sobą młodość.
Wiesław Myśliwski Nagi sad
![]() |
| Lampeduzianka, jej Przyjaciółka i Kuzyn |
Oddałam się w ręce Wiesława Myśliwskiego po wywiadzie w radiowej Trójce - audycja Z najwyższej półki "Wiesław Myśliwski: czas teraźniejszy jest fikcją" - ale o tym w osobnym poście - jeszcze układam to w sobie.
Teraz natomiast wchodzę do Nagiego sadu i zrywam owoce słów - dorodne, przebogate, czarujące rzeczywistość i tyle tam prawd, że zatrzymuję się na dłużej, smakuję.
Liści mądrości dotykam zrozumieniem na jakie pozwala mi mój wiek.
A przecież już tak jak bohater (syn, który wspomina dzieciństwo i młodość na wsi, snując opowieści o ojcu) sięgam pamięcią do czasu, gdy byłam małą dziewczynką i kiedy to myślałam, że zawsze tak będzie.
Teraz wiem, jak bardzo się myliłam i idę i z każdym dniem, miesiącem, rokiem - w pełni świadomie- zostawiam za sobą młodość.
piątek, 23 sierpnia 2013
piątek, 9 sierpnia 2013
O jednym koncercie, po którym "ogień w głowie mam"
Dla was drapię
strupy myśli,
dla was w supły
wiążę słowa...
Maria Peszek
Jeden wieczór, jedna noc i poranek wystarczą.
Babsko - bo kuzynki dwie i koleżanka.
Mój pierwszy odkąd Lampeduzianka ze mną.
Jeden namiot - potrzebny nad ranem.
Pośród światła, muzyki, ludzi z nieco innymi snami niż moje.
Ze znajomymi widzianymi tylko na Woodstocku.
Tłumnie. Głośno. Barwnie.
Emir Kusturica wraz z orkiestrą - czysta podskakująca w rytm energia!
Wypełniam się po brzegi, gdy Maria śpiewa ze sceny :
Ogień w głowie mam,
w sercu siwy dym
i wierzę jej na słowo!
A jej słowa... widziałam, jak walczyły u innych, tych stojacych, zasłuchanych, potakujących - nie fanów.
Trudny to koncert, bo i godzina zamkniętych oczu.
Trudny, bo przecież publiczność wymagająca - nie do końca jej własna.
Uwiodła!
Była też wyczekana przeze mnie :
środa, 31 lipca 2013
Nawet w porzeczkowych koralach nie zatrzymam czasu
Dzisiaj.
Małe pieski, starsza dziewczynka, wielobarwne konie.
Kolega spotkany po latach i dzieci nasze zabiegane za sobą.
Dotknęłam wyraźniej upływającego czasu.
Dzień nosił porzeczkowe korale.
Małe pieski, starsza dziewczynka, wielobarwne konie.
Kolega spotkany po latach i dzieci nasze zabiegane za sobą.
Dotknęłam wyraźniej upływającego czasu.
Dzień nosił porzeczkowe korale.
niedziela, 28 lipca 2013
Po mianowaniu w "Tajemniczym ogrodzie" zachłanniejsza na świat.
Frances Hodgson Burnett Tajemniczy ogród
Tutaj zasiadam... .
Morwa, orzech, śliwka, wiśnia - ułożone alfabetycznie uginają się lekko pod ciężarem owoców.
Wiśnie i morwa gościły już na stole.
Pod płotem mały krzaczek malin znaleziony wśród dzikich róż.
Lampeduzianka leżakuje w wózeczku, a ja wtedy przerywam czytanie, by cieszyć się tym moim malutkim przykamienicznym miejscem na ziemi. Pierwsze wspólne lato - dopiero się poznajemy.
Od wtorku zachłanniejsza na świat jestem, strony powieści - nawet dwóch - przewracam z szelestem, widzę więcej niż przepisy dotyczące oświaty, Karta Nauczyciela - jestem, po egzaminie,wolna i mianowana :)
I tyle znaczą dla mnie słowa z lektury (Tajemniczy ogród), którą w ciągu roku przybliżam dzieciom!
Jak łatwo można dać się zniewolić wydarzeniom, które przed nami - tym, które wymagają poświęcenia czasu, wysiłku i zaprezentowania siebie ( prezentacja z tego, co zrobiłam w czasie 2 lat i 9 miesięcy i pytania ekspertów o znajomość prawa oświatowego ). Rozpoczęłam od słów Korczaka, do których dążę :
Dobry wychowawca,
który nie wtłacza a wyzwala,
nie ciągnie a wznosi,
nie ugniata a kształtuje,
nie dyktuje a uczy,
nie żąda a zapytuje – przeżyje wraz
z dziećmi wiele natchnionych chwil.
i płynęłam z nurtem... .
![]() |
| Blueberry pie - przepis znaleziony na blogu Żywot Żarłonia |

wtorek, 9 lipca 2013
Słysząc pytanie: "Mamo, jesteś tak szczęśliwa?" przykładam do ucha szept zdziwienia.
Nie bój się wierzyć
U nas intelektualnie i do tego z pięknie wymawianym -r- :
"Piętki lubią czerwone być"
"Mamo, jesteś tak szczęśliwa? "
" -Zobacz bajka leci.
-Mamo, to nie bajka, to ekran!"
Ostatnio przymierzając moje buty i wybierając taki na najwyższym obcasie:
"- Ten za duży, o a ten jest superelegancki !!!"
Dla czytelnika dobre opowiadanie może być błogosławionym przeżyciem. Potrafi na zawsze zmienić perspektywę, zadziwić, poruszyć serce, rozśmieszyć. Ma to do siebie, że można je przeczytać w "czasie realnym" - na przykład jadąc autobusem do szkoły czy pracy, podczas obiadu albo przed zaśnięciem. Jest psychologiczną całością i dlatego działa z impetem: inicjuje energię, kulminuje ją i w końcu terapeutycznie wygasza, doprowadzając do małego katharsis. Jest jak pojedynczy treściwy kęs. Dobre - na długo zostaje w pamięci i czasami powraca tak samo intensywnie, jak prywatne wspomnienie.
Olga Tokarczuk
Ostatnio po drodze mi było do katharsis.
Zatrzęsło mną, zaszlochało, zawładnęło, zadudniło w sercu, rozładowało.
Teatr tańca, gdzie ruch wyznaczały słowa, a interpretacja była ukryta głęboko pod "gęsią", w pewnych momentach, skórą i dla każdego mogła być inna.
Dialog prowadzony czasem pomiędzy matką a córką, a niekiedy siostrzany.
Niełatwy, emocjonalny do szpiku, do odgadnięcia.
"Zgaś", "zapal", "nie odchodź" "opowiem ci historię..."
"Gdzie jesteśmy" "Musimy poszukać miejsca, gdzie mogłybyśmy zdjąć buty"
"-Głęboko śnimy, nic nas nie może obudzić.
- Nawet burza?
-Nawet burza!"
Zawieszone między światami, ograniczone przestrzenią, a wszystko jakby w rytmie odgłosów przestrzeni kosmicznej z pogłosem ich słów. Szukające miejsca, gdzie można zdjąć buty, które wymownie kontrastowały z białym strojem. Taniec utuleń, wzmocnień, wsparcia.
Może to, że teraz już jestem mamą i relacje tak mi bliskie niekiedy przemykały mi po głowie.
Dziecięce lęki, matczyne niepokoje i troskliwości.
Po zakończeniu chciałam uściskać aktorki, podziękować, ale już wtedy nie panując nad emocjami, wiedziałam, że przy nich nie powstrzymam już dłużej szlochu.
Spektakl Dlaczego umieramy zagrany w ramach Międzynarodowych Spotkań Artystycznych Experyment 2013
temu zawierzyć
co niemierzalne
nie bój się wierzyć
z sobą się zmierzyć
osiągać z wiarą
nieosiągalne
nie bój się drogi
drogi przestrogi
uważnie słuchaj
i szept milczenia
szept zadziwienia
przyłóż do ucha
.
. Emilia Waśniowska Nie bój się
U nas intelektualnie i do tego z pięknie wymawianym -r- :
"Piętki lubią czerwone być"
"Mamo, jesteś tak szczęśliwa? "
" -Zobacz bajka leci.
-Mamo, to nie bajka, to ekran!"
Ostatnio przymierzając moje buty i wybierając taki na najwyższym obcasie:
"- Ten za duży, o a ten jest superelegancki !!!"
Dla czytelnika dobre opowiadanie może być błogosławionym przeżyciem. Potrafi na zawsze zmienić perspektywę, zadziwić, poruszyć serce, rozśmieszyć. Ma to do siebie, że można je przeczytać w "czasie realnym" - na przykład jadąc autobusem do szkoły czy pracy, podczas obiadu albo przed zaśnięciem. Jest psychologiczną całością i dlatego działa z impetem: inicjuje energię, kulminuje ją i w końcu terapeutycznie wygasza, doprowadzając do małego katharsis. Jest jak pojedynczy treściwy kęs. Dobre - na długo zostaje w pamięci i czasami powraca tak samo intensywnie, jak prywatne wspomnienie.
Olga Tokarczuk
Ostatnio po drodze mi było do katharsis.
Zatrzęsło mną, zaszlochało, zawładnęło, zadudniło w sercu, rozładowało.
Teatr tańca, gdzie ruch wyznaczały słowa, a interpretacja była ukryta głęboko pod "gęsią", w pewnych momentach, skórą i dla każdego mogła być inna.
Dialog prowadzony czasem pomiędzy matką a córką, a niekiedy siostrzany.
Niełatwy, emocjonalny do szpiku, do odgadnięcia.
"Zgaś", "zapal", "nie odchodź" "opowiem ci historię..."
"Gdzie jesteśmy" "Musimy poszukać miejsca, gdzie mogłybyśmy zdjąć buty"
"-Głęboko śnimy, nic nas nie może obudzić.
- Nawet burza?
-Nawet burza!"
Zawieszone między światami, ograniczone przestrzenią, a wszystko jakby w rytmie odgłosów przestrzeni kosmicznej z pogłosem ich słów. Szukające miejsca, gdzie można zdjąć buty, które wymownie kontrastowały z białym strojem. Taniec utuleń, wzmocnień, wsparcia.
Może to, że teraz już jestem mamą i relacje tak mi bliskie niekiedy przemykały mi po głowie.
Dziecięce lęki, matczyne niepokoje i troskliwości.
Po zakończeniu chciałam uściskać aktorki, podziękować, ale już wtedy nie panując nad emocjami, wiedziałam, że przy nich nie powstrzymam już dłużej szlochu.
Spektakl Dlaczego umieramy zagrany w ramach Międzynarodowych Spotkań Artystycznych Experyment 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
































