poniedziałek, 2 września 2013

"Dniu mój [...] łączę wyrazy szacunku"

Kończy się ten dzień
Kończy się kolacją
Czyszczeniem zębów
Pocałunkiem
Ułożeniem rzeczy

Więc to był jeden dzień
z tych najcenniejszych dni
które nigdy nie wracają

Co mnie spotkało

Przeszedł minął
Od rana do nocy
Podobny do zeszłego

Dniu mój
Jedyny
Co ja zrobiłem
Co ja zrobiłem
A może tak trzeba
Wychodzić rano
Po południu wracać
Powtarzać kilka ruchów
Układać wiele rzeczy

Dniu mój
Brylancie najpiękniejszy na świecie
Domie złoty
Błękitny wielorybie
Łączę wyrazy szacunku                                         

                                                                                                                                Tadeusz Różewicz Moje usta







Wracam.
Do rytmu i rymu dnia, który znam.
Dzieciom niejedno opowiadanie z myśli i marzeń wydobędę. 
Lekturą opowiem o tym, co najważniejsze.
Jakieś dyktando przez chwilę da mi zwątpić w pisownię najprostszych słów.
Zaśmieję się, wzruszę, zasmucę, rozczaruję, by na nowo z nadzieją spojrzeć w oczy.
Nasz czas "na wszystko" do czerwca.



Wrzesień odciął mnie od wakacji, które dla mnie - pełne dni z Lampeduzianką i tymi mamami, 
które też w szkole pracują. Tym bardziej doceniam i tym mocniej żal.

czwartek, 29 sierpnia 2013

"Ale czyż jest szczęśliwsze złudzenie niż dziecińśtwo?" Wiesław Myśliwski

Jeślibym pragnął jeszcze kimś w życiu zostać, to tylko synem. Kiedy człowiek jest synem, to nawet gdy widzi już drugi swój brzeg, czuje się, jakby żył wciąż w czasach swojego dzieciństwa i czas mu tak nie leci, ani też świata nie musi się lękać, ani sam siebie, chociaż bywa, przyzwyczaja się, że życie to to samo co dzieciństwo, a jeśli życie to i wieczność. I gdy w końcu przyjdzie mu to dzieciństwo opuścić, traci nagle grunt pod nogami, jakby go przemocą wydziedziczono z jego prawowitej własności. Nie może zrozumieć, bo i za późno na zrozumienie, że to tylko czas, lecz dochodzi praw swoich choćby pamięcią, domysłami, jeśli pamięć już niezaradna, tęsknotą, a zdarzy się, że i zdziecinnieje. 

                                                                                                               Wiesław Myśliwski Nagi sad

Lampeduzianka, jej Przyjaciółka i Kuzyn


Oddałam się w ręce Wiesława Myśliwskiego po wywiadzie w radiowej Trójce - audycja Z najwyższej półki "Wiesław Myśliwski: czas teraźniejszy jest fikcją" - ale o tym w osobnym poście - jeszcze układam to w sobie.  
Teraz natomiast wchodzę do Nagiego sadu i zrywam owoce słów - dorodne, przebogate, czarujące rzeczywistość i tyle tam prawd, że zatrzymuję się na dłużej, smakuję.
Liści mądrości dotykam zrozumieniem na jakie pozwala mi mój wiek.
A przecież już tak jak bohater (syn, który wspomina dzieciństwo i młodość na wsi, snując opowieści o ojcu) sięgam pamięcią do czasu, gdy byłam małą dziewczynką i kiedy to myślałam, że zawsze tak będzie.
Teraz wiem, jak bardzo się myliłam i idę  i z każdym dniem, miesiącem, rokiem - w pełni świadomie- zostawiam za sobą młodość.


piątek, 9 sierpnia 2013

O jednym koncercie, po którym "ogień w głowie mam"


Dla was drapię
strupy myśli,
dla was w supły
wiążę słowa... 

                                                         Maria Peszek


Jeden wieczór, jedna noc i poranek wystarczą.
Babsko - bo kuzynki dwie i koleżanka.
Mój pierwszy odkąd Lampeduzianka ze mną.
Jeden namiot - potrzebny nad ranem.
Pośród światła, muzyki, ludzi z nieco innymi snami niż moje.
Ze znajomymi widzianymi tylko na Woodstocku.
Tłumnie. Głośno. Barwnie.







Emir Kusturica wraz z orkiestrą - czysta podskakująca w rytm energia!



Wypełniam się po brzegi, gdy Maria śpiewa ze sceny :
Ogień w głowie mam,
w sercu siwy dym

i wierzę jej na słowo!
A jej słowa... widziałam, jak walczyły u innych, tych stojacych, zasłuchanych, potakujących - nie fanów.
Trudny to koncert, bo i godzina zamkniętych oczu.
Trudny, bo przecież publiczność wymagająca - nie do końca jej własna.
Uwiodła!





Była też wyczekana przeze mnie :


środa, 31 lipca 2013

Nawet w porzeczkowych koralach nie zatrzymam czasu

Dzisiaj.
Małe pieski, starsza dziewczynka, wielobarwne konie.
Kolega spotkany po latach i dzieci nasze zabiegane za sobą.
Dotknęłam wyraźniej upływającego czasu.
Dzień nosił porzeczkowe korale.













niedziela, 28 lipca 2013

Po mianowaniu w "Tajemniczym ogrodzie" zachłanniejsza na świat.

Tak to już bywa, że tylko czasami odczuwa się, jakby się miało żyć zawsze, zawsze. Opanowuje owo czucie niekiedy, gdy człowiek się ze snu zbudzi o jutrzence, znajdzie się sam wobec natury i głowę w tył odrzuciwszy spojrzy ku niebu, ujrzy, jak jego blady seledyn z wolna się rozjaśnia, gdy tymczasem na wschodzie dzieją się cudowne rzeczy, aż wszystko narasta jakby w jeden okrzyk triumfu. Wtedy to serce bić przestaje wobec onego niezmiennego, potężnego majestatu wschodzącego słońca, chociaż zjawisko powtarza się każdego ranka od tylu milionów lat. Wtedy - na chwilkę - zapomina się o wszystkim. Czasem znów opanowuje owo uczucie, gdy się człowiek znajdzie sam w lesie o zachodzie słońca, a tajemnicza, przesycona złotymi promieniami cisza przenika poprzez konary drzew, jak gdyby z wolna opowiadała o rzeczach jakichś dawnych a cudnych. Nieraz poczucie ogromu ciszy nocnej z miliardami gwiazd mrugających i patrzących na nas daje nam pewność, że żyć będziemy zawsze, czasem utwierdzają nas w tej wierze dźwięki pięknej muzyki, czasem spojrzenie drogich nam oczu.
                                                                                              Frances Hodgson Burnett Tajemniczy ogród


Tutaj zasiadam... .
Morwa, orzech, śliwka, wiśnia -  ułożone alfabetycznie uginają się lekko pod ciężarem owoców.
Wiśnie i morwa gościły już na stole.
Pod płotem mały krzaczek malin znaleziony wśród dzikich róż.
Lampeduzianka leżakuje w wózeczku, a ja wtedy przerywam czytanie, by cieszyć się tym moim malutkim przykamienicznym miejscem na ziemi. Pierwsze wspólne lato - dopiero się poznajemy.

Od wtorku zachłanniejsza na świat jestem, strony powieści - nawet dwóch - przewracam z szelestem, widzę więcej niż przepisy dotyczące oświaty, Karta Nauczyciela - jestem, po egzaminie,wolna i mianowana :)
I tyle znaczą dla mnie słowa z lektury (Tajemniczy ogród), którą w ciągu roku przybliżam dzieciom!
Jak łatwo można dać się zniewolić wydarzeniom, które przed nami - tym,  które wymagają poświęcenia czasu, wysiłku i zaprezentowania siebie ( prezentacja z tego, co zrobiłam w czasie 2 lat i 9 miesięcy i pytania ekspertów o znajomość prawa oświatowego ).  Rozpoczęłam od słów Korczaka, do których dążę :

Dobry wychowawca,
który nie wtłacza a wyzwala,

nie ciągnie a wznosi,

nie ugniata a kształtuje,

nie dyktuje a uczy,

nie żąda a zapytuje – przeżyje wraz

z dziećmi wiele natchnionych chwil.


i płynęłam z nurtem... .





Blueberry pie - przepis znaleziony na blogu Żywot Żarłonia








wtorek, 9 lipca 2013

Słysząc pytanie: "Mamo, jesteś tak szczęśliwa?" przykładam do ucha szept zdziwienia.

Nie bój się wierzyć
temu zawierzyć
co niemierzalne
nie bój się wierzyć
z sobą się zmierzyć
osiągać z wiarą
nieosiągalne
nie bój się drogi
drogi przestrogi
uważnie słuchaj
i szept milczenia
szept zadziwienia
przyłóż do ucha
.
.                                         Emilia Waśniowska  Nie bój się

U nas intelektualnie i do tego z pięknie wymawianym -r- :

"Piętki lubią czerwone być"
"Mamo, jesteś tak szczęśliwa? "

" -Zobacz bajka leci.
  -Mamo, to nie bajka, to ekran!"

Ostatnio przymierzając moje buty i wybierając taki na najwyższym obcasie:
"- Ten za duży, o a ten jest superelegancki !!!"



         Dla czy­tel­ni­ka dob­re opo­wiada­nie może być błogosławionym przeżyciem. Pot­ra­fi na zaw­sze zmienić per­spek­tywę, zadzi­wić, po­ruszyć ser­ce, rozśmie­szyć. Ma to do siebie, że można je przeczy­tać w "cza­sie real­nym" - na przykład jadąc auto­busem do szkoły czy pra­cy, pod­czas obiadu al­bo przed zaśnięciem. Jest psycho­logiczną całością i dla­tego działa z im­pe­tem: inic­ju­je ener­gię, kul­mi­nuje ją i w końcu te­rapeutycznie wy­gasza, dop­ro­wadzając do małego kathar­sis. Jest jak po­jedyn­czy treści­wy kęs. Dob­re - na długo zos­ta­je w pa­mięci i cza­sami pow­ra­ca tak sa­mo in­tensyw­nie, jak pry­wat­ne wspom­nienie.
                                                                                                                                          Olga Tokarczuk

Ostatnio po drodze mi było do katharsis.
Zatrzęsło mną, zaszlochało, zawładnęło, zadudniło w sercu, rozładowało.
Teatr tańca, gdzie ruch wyznaczały słowa, a interpretacja była ukryta głęboko pod "gęsią", w pewnych momentach, skórą i dla każdego mogła być inna.
Dialog prowadzony czasem pomiędzy matką a córką, a niekiedy siostrzany.
Niełatwy, emocjonalny do szpiku, do odgadnięcia.
"Zgaś", "zapal", "nie odchodź" "opowiem ci historię..."
"Gdzie jesteśmy" "Musimy poszukać miejsca, gdzie mogłybyśmy zdjąć buty"
"-Głęboko śnimy, nic nas nie może obudzić.
 - Nawet burza?
  -Nawet burza!"
Zawieszone między światami, ograniczone przestrzenią, a wszystko jakby w rytmie odgłosów przestrzeni kosmicznej z pogłosem ich słów. Szukające miejsca, gdzie można zdjąć buty, które wymownie kontrastowały z białym strojem. Taniec utuleń, wzmocnień, wsparcia.
Może to, że teraz już jestem mamą i relacje tak mi bliskie niekiedy przemykały mi po głowie.
Dziecięce lęki, matczyne niepokoje i troskliwości.
Po zakończeniu chciałam uściskać aktorki, podziękować, ale już wtedy nie panując nad emocjami, wiedziałam, że przy nich nie powstrzymam już dłużej szlochu. 
Spektakl Dlaczego umieramy zagrany w ramach Międzynarodowych Spotkań Artystycznych Experyment 2013














wtorek, 25 czerwca 2013

Szukam łagodzeń po (za krótkiej) wiośnie.

Krótka drzemka -
budzę się,
Wiosna minęła.
Buson (1715-1783)




Zdjęcie ogródkowe, jeszcze bardzo wiosenne.
Gołe gałęzie orzecha jak pajęczyny owinęły swoim cieniem szopki.
Lampeduzianka notuje teraźniejszość.
Uchwycona i zamknięta w chwili.
W chusteczce na głowie jak w wianuszku myśli.

Ja patrzę w spokojną toń.
Tylko patrzę, bo u mnie nie tak gładko.
Rzucam Tetmajerem i jego Morzem w to moje - helskie.



Wystarczy chwila, jedno spojrzenie i jest łatwiej - po prostu.
Siły zbieram, dotykam czasu, zachwyty przerzucam przez ramię i ruszam do przodu.
W połowie lipca awans i związana z nim obrona. Szukam łagodzeń. 
Bezstresu.
Bezkresu.
Bezinteresowności,
Bezmiaru,
Bezchmurności,
Bezdeszczowości,
Bezkonfliktowości,
Bezdyskusyjnie szukam
i Bezwzględnie:
za Dawidem Podsiadło Spuszczam ze smyczy każdą meczącą mnie myśl 



wtorek, 11 czerwca 2013

"Pięściami walczącego marzenia" uderzam w carillony gdańskie

Miasto wśrubowało się w ziemię
pięściami walczącego marzenia
Człowiek
odziany w walce upału
zamieszkał w swojej własnej dłoni
Niebo:
karta tytułowa zaginionej książki

                                                                     Tadeusz Peiper  Miasto

Ostatnio bujne chwile poza domem.
Wycieczka mojej klasy ( i jeszcze dwóch piątych ) do Gdańska (Sopot i Hel pomiędzy), 
z odnalezionymi zachwytami i słońcem, w którego objęcia pchała się niejedna malownicza kamieniczka.  
Wśród pięknych miejsc odnajduję jakąś siłę. Podmuch zachwytu pcha mnie do przodu.
Oglądam, słucham, dotykam, przystaję, zamykam oczy. 
Jestem blisko, bliżej, najbliżej i wybucham słowem.
Wysypują się ze mnie na chodnik, spadają pod nogi tych, co obok mnie.
A ja czuję jakiś smutek, bo mnie ma przy mnie tych, co znaczą najwięcej, 
rozumieją już prawie bez słów. 
Teraz do ich grona dołączyła Lampeduzianka. 
Tyle chcę jej pokazać, podziwiać zdziwienia, widzieć radość, zachwyty chwytać  
i słuchać jej pytań o świat.


Cecha pielgrzyma

Pewien dawny znajomy powiedział mi, że nie lubi 
podróżować sam. Chodzi o to, że kiedy zobaczy coś 
niezwykłego, nowego, pięknego, tak bardzo chce się 
podzielić tym z kimś drugim, że czuje się nieszczęśliwy, 
gdy nie ma z kim. 
      Według mnie nie nadaje się na pielgrzyma.

                                                                                          Olga Tokarczuk Bieguni 
 Gdy czytałam  Biegunów, zakreśliłam także ten fragment.
 I ze mnie żaden pielgrzym.









Po powrocie mogłam  oddychać już tylko przy Lampeduziance tańczącej w rytm moich stęsknień.
Trzy dni - dwie noce poza przytuleniem zrobiły swoje. 



czwartek, 30 maja 2013

"Świat ten jest dla mnie" "Melancholią" wypowiedziany.

Zagubiona pomiędzy wydarzeniami zatrzymałam na chwilę bicie mojego blogowego serca.
Wracam zaległym postem.  
 
Świat ten jest dla mnie i jam jest dla świata,
który ciężarem serce mi rozgniata
jak nieprzytomny kochanek.
Daję mu wszystko nie trwożąc się o nic,
choć grozi śmiercią, którą trzyma w dłoni,
mnie, najwierniejszej z kochanek.
Zabawki, skarby, umarłe motyle
kładzie przede mną i leżą przez chwilę,
aż znów je wicher rozmiecie.
Całuję usta jego wieloustne:
mów o miłości, nim na zawsze usnę
w objęciach twoich, mój świecie.
                                                                                   
                                                                               Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Światu
 
TVP2 Kocham Kino Melancholia Larsa von Triera.



Dwa filmowe cytaty - pierwszy prezent od męża na nową drogę życia:
Proszę usiądź. Miałem ci to dać jutro. Znalazłem sady dla nas.
Jabłonie Empire. Wszystkie jasnoczerwone, bardzo słodkie.
I wystarczająco kwaśne. Miałem takie, gdy byłem mały.
Piękne co nie? I za dziesięć lat, gdy drzewa podrosną... będziesz odpoczywać w ich cieniu.
Jeżeli znów poczujesz smutek... to one cię uszczęśliwią.


Drugi  - rozmowa między siostrami:

-Chcę, żebyśmy byli razem gdy nadejdzie czas. Może na tarasie. Pomóż mi Justine.Chcę to zrobić właściwie.
-Więc lepiej się pośpiesz.
-Może wspólny kieliszek wina?
-Chcesz, żebyśmy napili się wina na tarasie?
-Tak, zrobisz to dla mnie? A może coś zaśpiewamy?Dziewiątą symfonię Beethovena.Coś w tym rodzaju?Może zapalimy świece?
-Chcesz siedzieć na tarasie.Śpiewać. I pić wino.
-Tak.To, by mnie uszczęśliwiło.
-Wiesz co o tym myślę?
-Nie.Miałam nadzieję, że ci się spodoba.
-Myślę, że to gówniany pomysł.
-Chcę, żeby było miło.
-Miło?



Nie potrafiłam Melancholii odmówić, mimo iż pamiętałam obrazy, emocje po seansie w kinie - stygnące długo,dopadające pomiędzy jedną zamkniętą powieką, a drugą.  Podarowałam sobie dźwięk kinowy, bo     w słuchawkach.  Pan Tau pomiędzy stronami książki, ale już w sypialni.
Lampeduzianka zamknięta w swoim delikatnym śnieniu.
Usiadłam pod kocem i znikałam powoli w Justine i  Claire - siostrach, z których jedna nie radzi sobie
z życiem... . 
Słowami nie oddam tego świata, do którego mimo wszystko tak łatwo się dostać.
Kruchość człowieka zdumiewa mnie tak samo jak jego siła.
Uwielbiam ten rodzaj smutku, który tłucze się po duszy, łzy, które nie chowają się, a szukają ujścia.
O dreszcz przyprawiają mnie sceny, w których już wiemy, że nadejdzie to, co i tak dla każdego nadejść musi - tu przybiera formę końca świata, a nie pojedynczych, samotnych śmierci.
Gdy bohaterce ze strachu brakuje powietrza, ja momentalnie zaczynam łapać go wraz z nią i ćwiczyć spokojny, miarowy oddech.
A obrazy są tak sugestywne, mocne i zniewalające, że już nie potrafię stamtąd odejść.
Słychać nawet warkot zbliżającej się planety, która niemalże pulsuje w skroniach.
Potem długo nie mogę zasnąć - noc poszarpana przez pół sen, pół myśli.


 
Po drugiej stronie, a może właściwie to obok leżą Muminki, czytane w tym czasie.
 
Ogarnia mnie melancholia - westchnęła Panna Migotka
 
Muminek obserwował ponury krajobraz i zastanawiał się nad Ziemią, która  musi się chyba bardzo bać, 
widząc zbliżającą się ognistą kulę. Myślał też o tym, jak bardzo on sam, kocha to wszystko 
czego tu brak: i las, i morze, deszcz i wiatr, świecące słońce, trawę i mech, i jak niemożliwe by było 
bez  tego żyć.
 
                                                                                                                                                              Kometa nad  Doliną Muminków

 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...