Jest cichutko, kominek delikatnie "wysłyszalny" przeplata się z dźwiękiem smakowanych Ferrero Rocher, którym nie mogłam się oprzeć. Lampeduzianka z Panem Tau w miejskich alejach szukają słońca.
Jeszcze niedawno cisza, samotne chwile, sen były takie zwyczajne, codzienne, na wyciągnięcie ręki, teraz to coś wyjątkowego, uczta dla ducha...
A to końcowy efekt ciasteczkowy :
poniedziałek, 26 grudnia 2011
sobota, 24 grudnia 2011
Życzenia
Najpiękniejszy chyba wiersz świąteczny jaki przyszedł do mnie kiedyś i teraz mam go dla Was - Ukryci Czytelnicy - na dziś, jutro, na zawsze...
WIERSZ STAROŚWIECKI
Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.
Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.
Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.
/ks. Jan Twardowski/
I kartka ode mnie z naszą choinką:
WIERSZ STAROŚWIECKI
Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.
Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.
Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce.
/ks. Jan Twardowski/
I kartka ode mnie z naszą choinką:
Wypiekanie ...
Coś dla ciała...
I efekt - choć jeszcze nie końcowy - brakuje zdobień smakowych
A wkrótce Brownie ... .
I efekt - choć jeszcze nie końcowy - brakuje zdobień smakowych
A wkrótce Brownie ... .
czwartek, 22 grudnia 2011
Pierwszy śnieg za oknem położył mnie wczoraj do łóżka, no może nie śnieg, a lekarz, który był mi niezbędny.
Do pracy nie poszłam, wigilii z dziećmi nie miałam, z ludźmi z pracy opłatka nie przełamałam, pierogów nie zjadłam, Jasełek - siostry wizjonerki (zapewne jak zawsze poruszających do łez) nie zobaczyłam... .
Ale wczoraj wracając od lekarza ujęłam troszkę śniegu w dłonie aparatu:
Do pracy nie poszłam, wigilii z dziećmi nie miałam, z ludźmi z pracy opłatka nie przełamałam, pierogów nie zjadłam, Jasełek - siostry wizjonerki (zapewne jak zawsze poruszających do łez) nie zobaczyłam... .
Ale wczoraj wracając od lekarza ujęłam troszkę śniegu w dłonie aparatu:
I z mottem na czas świąt i Nowego Roku :
Wszystko dobrze
Pszczewscy strażnicy :)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Szczypta niepowtarzalności
Sprawdzając zadanie domowe związane z opisem dowolnie wybranej postaci jakież było moje zdziwienie, kiedy wśród wszystkich celebrytów typu : Hannah Montana, Rihanna, Lady Gaga , Leo Messi, znalazłam pracę jednej z dziewczynek, która opisała koleżankę z klasy rysując jej portret. Rozczuliło mnie to zupełnie, nawet liczne błędy ortograficzne przestały tak bardzo razić.
niedziela, 18 grudnia 2011
HOOKOJOK...
Wczoraj Króliś Mały wstał z następującym słowem na ustach - chyba najdłuższym w jego życiu : HOOKOJOK - podejrzewam, że słowo to zaczyna się na H, a nie CH i oznacza zadowolenie połączone ze zdziwieniem.
A i od piątku gościmy przyjaciół - Ona zakochana w Lampeduzince, On - zdystansowany, a córeczka wodzi za nim wzrokiem, zaczepia, domaga się uwagi, uśmiechem woła. Ich przyjazd okazał się dobrym pretekstem do wieczornego wyjścia - szarlotki na ciepło z lodami i bitą śmietaną - nie była łaskawa dla ciała, co także zauważył jeden z dziwnych, nietrzeźwych osobników - rzucając do mnie, trzymającej pełen talerz, następujący komentarz: "Nie pękniesz?"... Pozostawiłam bez komentarza, ale to była piękna i ważna prawda - jestem już za duża, a wodzę ciało na pokuszenie.
A oto, co wypili mężczyźni przy kominku:
A i od piątku gościmy przyjaciół - Ona zakochana w Lampeduzince, On - zdystansowany, a córeczka wodzi za nim wzrokiem, zaczepia, domaga się uwagi, uśmiechem woła. Ich przyjazd okazał się dobrym pretekstem do wieczornego wyjścia - szarlotki na ciepło z lodami i bitą śmietaną - nie była łaskawa dla ciała, co także zauważył jeden z dziwnych, nietrzeźwych osobników - rzucając do mnie, trzymającej pełen talerz, następujący komentarz: "Nie pękniesz?"... Pozostawiłam bez komentarza, ale to była piękna i ważna prawda - jestem już za duża, a wodzę ciało na pokuszenie.
A oto, co wypili mężczyźni przy kominku:
A oto, co miały wypić kobiety:
sobota, 17 grudnia 2011
Mały Budda ... .
Niedawna sesja spontanicznie wyczarowana za pomocą szala i sypialnianych ozdób - i Bundzia mała przedzielna i w zachwycie nad figurką w płatkach lotosu skrytą, złotem nakrytą, złożeniem dłoni odkrytą... . Co na to wujek Infuat?
wtorek, 13 grudnia 2011
"Przed halnym taka kruchość z człowieka wyłazi" O depresji, kruchości, halnym...
Ostatnio w "Dużym Formacie" przeczytałam niezwykle ciekawy reportaż "Depresja górala" K. Oprzędka i B. Kurasia. Już sam tytuł nieco tłumaczy dlaczego mieszkańcy Podhala targną się na swoje życie dwukrotnie częściej niż ci z innych regionów Polski.
"Zacząłem szukać w pamięci tych, którzy w ostatnich latach porwali się na własne życie. Było ich wielu, w większości mieli po 20, 30 lat. Zastanawiałem się: może nie wytrzymali pędu do sukcesu, czy weszli w nieudane biznesy, a może mieli problemy w miłości. To byli samodzielni, odważni, honorowi ludzie, ale widocznie nosili w sobie jakąś kruchość, której nikt nie zauważył. Przed halnym taka kruchość z człowieka wyłazi"*.
Kruchość, delikatność ukryta w najsilniejszych, niezauważalna i zaklęta w ciszy przed burzą, w ciszy przed halnym... a lekarstwo?
"Czasem obrazy syna wracają mi na pamięć. W takich momentach ratuje mnie góralska muzyka. jak kapela zagra czuję taką głębię Tatr, a w niej spokój. Ale najważniejsza jest wiara. Gdybym jej nie miał, mógłbym nie wytrzymać i w tym wszystkim się zatracić. Wiara to nie tylko zdrowaśki, ale też umiejętność bycia samemu. Nie chodzi o to, by uciekać od ludzi, tylko żeby pogadać z Bogiem i odzyskać spokój. Trzeba dużo spacerować po górach, bo tam jest bliżej nieba"*
*A. Gąsienica-Makowski- starosta tatrzański, którego syn popełnił samobójstwo.
"Zacząłem szukać w pamięci tych, którzy w ostatnich latach porwali się na własne życie. Było ich wielu, w większości mieli po 20, 30 lat. Zastanawiałem się: może nie wytrzymali pędu do sukcesu, czy weszli w nieudane biznesy, a może mieli problemy w miłości. To byli samodzielni, odważni, honorowi ludzie, ale widocznie nosili w sobie jakąś kruchość, której nikt nie zauważył. Przed halnym taka kruchość z człowieka wyłazi"*.
Kruchość, delikatność ukryta w najsilniejszych, niezauważalna i zaklęta w ciszy przed burzą, w ciszy przed halnym... a lekarstwo?
"Czasem obrazy syna wracają mi na pamięć. W takich momentach ratuje mnie góralska muzyka. jak kapela zagra czuję taką głębię Tatr, a w niej spokój. Ale najważniejsza jest wiara. Gdybym jej nie miał, mógłbym nie wytrzymać i w tym wszystkim się zatracić. Wiara to nie tylko zdrowaśki, ale też umiejętność bycia samemu. Nie chodzi o to, by uciekać od ludzi, tylko żeby pogadać z Bogiem i odzyskać spokój. Trzeba dużo spacerować po górach, bo tam jest bliżej nieba"*
*A. Gąsienica-Makowski- starosta tatrzański, którego syn popełnił samobójstwo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









