Poranek. Dziś moja kolej, by wstać z Malutką Lampeduzką i od najwcześniejszych, jeszcze ciemnych momentów dnia, rozpocząć wspólną zabawę. Wspinanie się i wstawanie wygrywa ze wszystkim. Kawa Inka Korzenna z mlekiem rozgrzewa i rozmawiamy sobie o koko, o gomie, o jelu, o mmmmmmmmie, o kogooo, o papapaa- czytamy Tuwima i Głośne Owady z efektami dźwiękowymi. I dobrze nam.
sobota, 10 grudnia 2011
czwartek, 8 grudnia 2011
Przedwczorajsze mikołajkowanie
Prezentów moc - rozpakowanych z impetem, w zadziwieniu odbierającym mowę Małemu Mikołajkowi Lampeduziemu, który oczarowany gośćmi trwał jak zaklęty...
poniedziałek, 5 grudnia 2011
...za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
Przesłanie do nadwrażliwych Kazimierz Dąbrowski
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.
Dzień przed Mikołajkami.
Malutka śpi jak zaklęta - rozczulające pozycje podnoszą mnie na duchu.... a dusza przy niej śmieje się głęboko, bo ona ma poczucie humoru :) Brzmi nieprawdopodobnie - a jednak - gdy się przy niej wygłupiamy - śmieje się wnieboglosy - ogólnie śmiech jest jej codziennym towarzyszem, a i cierpliwość - ile jej w takim Małym Skrzacie.
Jutro Mikołajki... pierwsze Lampeduzianki i jej rodziców z Nią. Prezenty już prawie zapakowane, by było co szarpać, co rozrywać, co tarmosić, drzeć, czym rzucać. Nawet ma specjalną sukienkę na tą okazję.
A ja - kręgosłupowo podłamana - z plastrem na krzyżu promieniującym na serce... .
Jutro Mikołajki... pierwsze Lampeduzianki i jej rodziców z Nią. Prezenty już prawie zapakowane, by było co szarpać, co rozrywać, co tarmosić, drzeć, czym rzucać. Nawet ma specjalną sukienkę na tą okazję.
A ja - kręgosłupowo podłamana - z plastrem na krzyżu promieniującym na serce... .
piątek, 18 listopada 2011
Już pachnie weekendem...
Już pachnie weekendem... to wspaniały zapach przyjaźni na wyciągniecie ręki,
po zachwyt,
z rozmowami do rana - na to warto czekać pół roku - tyle minęło od ostatniego spotkania.
A poprzedni weekend Lampeduzi kuzyn namaszczony krzyżmem świętym,
a światło trzymał Pan Tau - dumny tata chrzestny.
Dwujęzyczne przyjęcie poza słowami...
po zachwyt,
z rozmowami do rana - na to warto czekać pół roku - tyle minęło od ostatniego spotkania.
A poprzedni weekend Lampeduzi kuzyn namaszczony krzyżmem świętym,
a światło trzymał Pan Tau - dumny tata chrzestny.
Dwujęzyczne przyjęcie poza słowami...
piątek, 11 listopada 2011
poniedziałek, 7 listopada 2011
A i post scriptum do jesiennego listu się znalazło... .
Lampeduzianka najdzielniejsza modelka czarowała aparat jak zaczarowana, wyczarowując takie oto zdjęciowe czary
niedziela, 6 listopada 2011
wtorek, 1 listopada 2011
Samodzielne siadanie na dobre opanowane...
A dzisiaj w Trójce jeden z redaktorów opowiadał niezwykłą historię o rodzinie z Mali w Afryce, która miała siedmioro dzieci i wszystkie umierały przed upływem miesiąca. Przerażeni rodzice postanowili więc przechytrzyć Śmierć i wpadli na pomysł, by ósmemu synowi dać imię, na które nie połasi się Śmierć i padło na osła. Syn dożył osiemdziesięciu lat...
A dzisiaj w Trójce jeden z redaktorów opowiadał niezwykłą historię o rodzinie z Mali w Afryce, która miała siedmioro dzieci i wszystkie umierały przed upływem miesiąca. Przerażeni rodzice postanowili więc przechytrzyć Śmierć i wpadli na pomysł, by ósmemu synowi dać imię, na które nie połasi się Śmierć i padło na osła. Syn dożył osiemdziesięciu lat...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)