poniedziałek, 5 grudnia 2011

Dzień przed Mikołajkami.

Malutka śpi jak zaklęta - rozczulające pozycje podnoszą mnie na duchu.... a dusza przy niej śmieje się głęboko, bo ona ma poczucie humoru :) Brzmi nieprawdopodobnie - a jednak - gdy się przy niej wygłupiamy - śmieje się wnieboglosy - ogólnie śmiech jest jej codziennym towarzyszem, a i cierpliwość - ile jej w takim Małym Skrzacie.
Jutro Mikołajki... pierwsze Lampeduzianki i jej rodziców z Nią. Prezenty już prawie zapakowane, by było co szarpać, co rozrywać, co tarmosić, drzeć, czym rzucać. Nawet ma specjalną sukienkę na tą okazję.
    A ja - kręgosłupowo podłamana - z plastrem na krzyżu promieniującym na serce... .

piątek, 18 listopada 2011

Już pachnie weekendem...

Już pachnie weekendem... to wspaniały zapach przyjaźni na wyciągniecie ręki,
po zachwyt,
z rozmowami do rana - na to warto czekać pół roku - tyle minęło od ostatniego spotkania.

A poprzedni weekend Lampeduzi kuzyn namaszczony krzyżmem świętym,
a światło trzymał Pan Tau - dumny tata chrzestny.
Dwujęzyczne przyjęcie poza słowami...

poniedziałek, 7 listopada 2011

wtorek, 1 listopada 2011

Wstęp do Jesiennch Zatrzymań

Samodzielne siadanie na dobre opanowane...

A dzisiaj w Trójce jeden z redaktorów opowiadał niezwykłą historię o rodzinie z Mali w Afryce, która miała siedmioro dzieci i wszystkie umierały przed upływem miesiąca. Przerażeni rodzice postanowili więc przechytrzyć Śmierć i wpadli na pomysł, by ósmemu synowi dać imię, na które nie połasi się Śmierć i padło na osła. Syn dożył osiemdziesięciu lat...

poniedziałek, 31 października 2011

Umiejętności lampeduzańskie.

A za nami już pierwsze raczkowanie, które już pod koniec sierpnia było pełzaniem, a jakiś miesiąc temu zmieniło się w piękne i pełne raczkowanie i to z zadziwiającą prędkością, a i głośne, bo panelowe człapanie słychać może nawet u sąsiada :)

Od dwóch tygodni jest też wspinaczka meblowa, która być może przygotowuje w przyszłości do skałkowej, bądź wysokogórskiej. Stanie na nogach to teraz najlepsza przygoda.

A Lampeduza Alicją po drugiej stronie lustra...

niedziela, 16 października 2011

Nie dopisuję, choć mam to ciągle w zamyśle... od jutra słyszane tak często w sobie, lecz czas nie jest dla mnie łaskawy, omija mnie z daleka ostatnio, bo wróciłam do pracy, a później Lampeduzy moc obejmuje mnie najsilniej.
A w czwartek Dzień Nauczyciela na słodko, od dzieci też słodszych tego dnia, czekoladowych jak prezenty od nich otrzymane, a i różami usłali mi drogę do domu.

niedziela, 2 października 2011

Październikowe mgieł objęcia

Poranne mleko rozlane w powietrzu zaowocowało letnią pogodą, spacerem niejednym, spotkaniem na zamku.
A wczoraj u znajomych domowych nalewek moc nie dla mnie, choć łyczek rumieńcem mnie oblał.
A Lampeduzianka w Zwierciadle się przeglądająca...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...